GUS podał, że przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw we wrześniu 2019 r. wyniosło 5 tys. 84,56 zł, co oznacza wzrost o 6,6 proc. Natomiast zatrudnienie w tym sektorze rok do roku wzrosło o 2,6 proc., po wzroście o 2,6 proc. w sierpniu br. Z danych urzędu statystycznego wynika jednocześnie, że w ujęciu miesięcznym zatrudnienie we wrześniu spadło o 0,1 proc. po spadku o 0,1 w sierpniu.

Starczewska-Krzysztoszek oceniła, że sytuacja na rynku pracy jest dość stabilna. "Dynamika zatrudnienia i przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw małych, średnich i dużych (10+) wyniosła w okresie styczeń-wrzesień 2019 r. 2,8 proc. (zatrudnienie) i 6,8 proc. (wynagrodzenia rok do roku). Była nieco niższa niż w tym samym okresie 2018 r., ale ciągle to silny rynek pracy" - poinformowała w swoim komentarzu.

Ekonomistka zaznaczyła, że w ujęciu miesięcznym zatrudnienie i przeciętne wynagrodzenie we wrześniu br. było niższe niż w ostatnich trzech miesiącach (czerwiec-lipiec). Jej zdaniem zmiana nie jest duża, ale pytanie o to, czy rynek pracy ma jeszcze potencjał na wzrost, jest uzasadnione.

Sygnały płynące z badań koniunktury gospodarczej, dotyczące m.in. wskaźnika aktywności finansowej (PMI), mówią o ograniczaniu zatrudnienia przez przedsiębiorstwa, a przynajmniej jego stabilizacji, a nie o wzroście - wskazała. "Wynagrodzenia zapewne będą rosły, ale siła tego wzrostu będzie już zapewne słabsza" - wskazała. W jej opinii nie oznacza to jednak, że pracownicy w zawodach najbardziej poszukiwanych, związanych z cyfryzacją, robotyzacją, nowymi technologiami, nie mogą liczyć na dalsze, silne wzrosty płac.

Ekonomistka zaznaczyła, że sytuacja na rynku pracy wpływa na skłonność gospodarstw domowych do konsumpcji, a jej osłabienie w wyniku obaw o pracę i dochody wpłynie negatywnie na koniunkturę gospodarczą w naszym kraju. Przypomniała, że konsumpcja prywatna odpowiada za ok. 60 proc. polskiego PKB i w ostatnich latach była głównym źródłem wzrostu gospodarczego. "Jeśli sytuacja na rynku pracy wyraźnie się zmieni, to trudno będzie osiągnąć wzrost PKB na zaplanowanym w ustawie budżetowej na 2020 r. poziomie 3,7 proc." - oceniła.

Finanse publiczne do tej pory były jednym z głównych beneficjentów dobrej sytuacji na rynku pracy - zaznaczyła ekonomistka. "W okresie styczeń-wrzesień budżety państwa i instytucji finansów publicznych zostały zasilone ponad 150 mld zł w wyniku różnego rodzaju danin płaconych przez pracowników i pracodawców" - zaznaczyła Starczewska-Krzysztoszek. Wymieniła w tym kontekście m.in. składki na ubezpieczenia społeczne, fundusz pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych czy NFZ.

Przypomniała, że ponad 42 proc. kosztów pracy ponoszonych przez pracodawców w firmach zatrudniających 10 i więcej pracowników trafiło do budżetu państwa i instytucji finansów publicznych. - Spowolnienie wzrostu zatrudnienia i wzrostu wynagrodzeń zmniejszy ten strumień pieniędzy. Tymczasem publiczne wydatki sztywne nie zmniejszą się, a zwiększą. Dodać do nich bowiem należy te wydatki, które związane są z obietnicami wyborczymi koalicji, która wygrała wybory do Sejmu. Należy spodziewać się zatem kolejnych "opłat", podatków i parapodatków, które dodatkowo będą osłabiać polską gospodarkę - oceniła.