Co istotne - w ostatnią niedzielę Tusk był w Polsce. I wraz z żoną Małgorzatą oraz córką Katarzyną głosował w komisji wyborczej działającej w jednej ze szkół w Sopocie.

Pytany przez dziennikarzy, czy przyjechał do Polski specjalnie na wybory, Tusk powiedział, że dla niego "wybory zawsze są obowiązkiem, ale też przyjemnością".

Poproszony o komentarz do wygłaszanych przez wielu polityków opinii, że niedzielne wybory są najważniejsze od 30 lat, Tusk stwierdził, że dla niego "każde wybory są ważne, z różnych powodów".

Ale okazuje się, że są wybory ważne i ważniejsze. Tydzień temu Donald Tusk gratulował kanclerzowi Austrii wygranych wyborów i drugiej kadencji - i to w dwóch językach.  W kwietniu Tusk jako szef Rady Europejskiej składał gratulacje nowemu prezydentowi Ukrainy. Teraz - po wygranej PiS i sromotnej porażce Koalicji Obywatelskiej - milczy. 

A przecież już wczoraj gratulacje premierowi Mateuszowi Morawieckiemu złożył choćby ustępujący szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Przypomnijmy, że przed wyborami Tusk miał za to czas na złośliwości pod adresem polskich władz. „Stawką tych wyborów jest to, czy nasze życie będzie ponure, pełne złości, a czasem nienawiści” – przekonywał na Twitterze. Może zraził się ówczesną ripostą prezydenta Andrzeja Dudy?