W niedzielnych wyborach kandydaci popierani przez opozycję zdobyli większość (51) mandatów w Senacie. Prawo i Sprawiedliwość będzie miało w nadchodzącej kadencji parlamentarnej 48 senatorów, w Senacie zasiądzie też ponownie Lidia Staroń, która startowała z własnego komitetu, ale z poparciem PiS.

Kandydaci Koalicji Obywatelskiej zdobyli łącznie 43 mandaty w Senacie, kandydaci PSL - trzy mandaty, a kandydaci SLD - dwa. Trzy mandaty przypadły kandydatom niezależnym, kojarzonym jednak z opozycją.

W rozmowie z Niezalezna.pl wicemarszałek Senatu Maria Koc pytana o to, czy opozycja może sparaliżować prace Senatu podkreśliła, że "jasno mówią o tym ustawy i odnosi się do tego konstytucja - Senat jest zobowiązany w ciągu 30 dni rozpatrzyć każdą ustawę, jeśli wprowadza poprawki czy tę ustawę odrzuca - ona wraca do Sejmu i Sejm bezwzględną większością odnosi się do tych poprawek".

Mamy w Sejmie bezwzględną większość, więc jeśli w Senacie nie będzie woli współpracy i będzie blokowanie dobrych ustaw, to Sejm będzie musiał do tych ustaw się odnosić. Proces legislacyjny się na pewno wydłuży, ale ustawy będą wprowadzane. W momencie, kiedy Senat nie odniesie się w ciągu 30 dni do jakiejś ustawy, uznaje się, że Senat przyjmuje ją bez poprawek i wtedy ona trafia na biurko prezydenta

- wyjaśniła.

Maria Koc wskazała, że "w momencie kiedy w Senacie są wprowadzane poprawki, bo my przecież do wielu ustaw wprowadzaliśmy poprawki, ale starając się je doskonalić, ale nie zmieniać co do meritum, to teraz, kiedy w Senacie większość będzie mieć opozycja, to nie wiemy co oni robią, chociaż już zapowiadają, że będą totalną opozycją i będą mogli sens tych ustaw zmieniać".

Wtedy niezależnie od tego ustawa wraca do Sejmu i Sejm na najbliższym posiedzeniu odnosi się do tych poprawek i mając większość bezwzględną - a taką mamy, bo mamy 235 posłów - to po prostu ta ustawa będzie wracała do takiego kształtu, jaką nadał jej Sejm, część poprawek może być przyjęta lub nie, to już zależy od większości sejmowej

- mówiła. 

Wicemarszałek podkreśliła, że "nie ma się czego obawiać, natomiast proces legislacyjny się wydłuży, ale reformy będą mogły być wprowadzane, rząd będzie mógł proponować nowe rozwiązania prawne, ustawowe i to wszystko będzie się działo".

My dalej chcemy zmieniać Polskę na lepsze, wprowadzać reformy i te założenia, które są w naszym programie wyborczym. Na pewno ta dyskusja polityczna przeniesie się na Senat, bo jednak Senat był izbą refleksji. Ktoś napisał, że Senat był izbą zadumy, a teraz będzie izbą zadymy - mam nadzieję, że tak nie będzie, bo wszyscy powinni zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji, bo jest to Senat, który trzymał poziom dyskusji. U nas nigdy te emocje nie były aż tak gorące, jak w Sejmie, zawsze się pilnowaliśmy, zarówno strona rządząca, jak i opozycja. Mam nadzieję, że teraz też tak będzie, o musi być takie miejsce, gdzie dyskusja będzie przebiegała w sposób poważny i merytoryczny

- dodała.

Chciałabym jednak uspokoić tych, którzy martwią się, że w momencie, kiedy PiS nie ma większości w Senacie to niemożliwe będzie wprowadzanie zmian. Będzie możliwe, bo tak jak już podkreśliłam to wcześniej, proces legislacyjny się wydłuży, ale to jest 30 dni. Senat ma obowiązek odnieść się do każdej ustawy w ciągu 30 dni

- zaznaczyła wicemarszałek.