W niedzielę odbyły się wybory parlamentarne, w których Polacy powierzyli władzę Prawu i Sprawiedliwości na kolejne cztery lata. Wszystko wskazuje na to, że PiS zdobył samodzielną większość i utworzy rząd bez koalicjantów. Rezultaty są ciekawe, więc zapytać należy - co jest największym zaskoczeniem tych wyborów?

- Zaskoczeniem jest bardzo dobry, w stosunku do sondaży, wynik PSL i wejście Konfederacji do Sejmu. Co do PSL, to ten komitet zajął trochę taką pozycję jak Nowoczesna w poprzednich wyborach, to znaczy wyborcy liberalni bądź lewicowi, nie chcąc głosować na Platformę, wybierali właśnie PSL. Głębszej analizy ze strony PiS wymaga wynik Konfederacji. PiS powinien się zastanowić, jak poprawić swoją komunikację z najmłodszymi wyborcami, którzy głównie głosowali na Konfederację - z wielką szkodą, bo to próba wykorzystania ich patriotyzmu do celów przeciwnych Polsce

- mówi w rozmowie z Niezalezna.pl publicysta "Gazety Polskiej Codziennie" Adrian Stankowski.

Nowa kadencja parlamentu charakteryzowała się będzie kilkoma - można tak ich nazwać - barwnymi postaciami, jakie zasiądą w Sejmie czy Senacie. Prawdopodobnie w Sejmie znajdzie się miejsce dla Klaudii Jachiry, Janusza Korwin-Mikkego czy Grzegorza Brauna. Za to w Senacie pojawić ma się m.in. Stanisław Gawłowski. Dlaczego to akurat im zdecydowali się zaufać wyborcy?

- W Sejmie znajdzie się kilkoro posłów, powiedzmy to najdelikatniej, o barwnych osobowościach. To będzie jedna z charakterystyk tego Sejmu. To będzie bardzo trudny czas, bo oprócz tego, że jest tam bardzo dużo barwnych postaci, skłonnych do przekraczania wszelkich granic, to PiS będzie ostrzeliwany z dwóch stron, zarówno z prawa, jak i z lewa. Zarówno ekstremalna prawica z Konfederacji, jak i skrajna Lewica, mogą się między sobą kłócić i odgrywać gorszące sceny. Szerzej mówiąc, do parlamentu dostało się wiele postaci z prokuratorskimi zarzutami. Widać, że ten paradygmat Sławomira Neumanna działa. Pani Klaudia Jachira nie ma co prawda zarzutów karnych, ale taka wrzawa medialna, jaka się wokół niej rozpętała, najwidoczniej się jej przysłużyła

- wyjaśnia Stankowski.

Obecnie ważą się losy senackiej większości. Poseł Katarzyna Lubnauer na Twitterze napisała, że "Senat został odbity".

Dzięki porozumieniu partii opozycyjnych, większość w Senacie bedzie mieć opozycja: #KoalicjaObywatelska , #Lewica, #PSL, i niezrzeszeni

- dodała.

Według Adriana Stankowskiego, ewentualna zmowa opozycji może doprowadzić jedynie do tego, że procedura przyjmowania ustaw wydłuży się, a opozycja poniesie ogromne straty wizerunkowe.

Jeżeli senatorowie wybrani z list PSL czy Lewicy zawarliby już taki jawny pakt z Platformą Obywatelską, to byłby to jasny i widomy znak, że doszło do zmowy, że ten podział na różne komitety jest fikcją. Jeżeli chodzi o głosowania w Senacie, to nie zapominajmy, że Sejm ma prawo odrzucić sprzeciw Senatu, zarówno co do konkretnego przepisu, jak i całej ustawy. W związku z tym, gdyby założyć taki scenariusz, że opozycja z tego Senatu zrobi taki bunkier i będzie chciała absolutnie wszystko negować, to Sejm będzie musiał to po prostu odrzucać, co przedłuży całą procedurę, ale jej nie uniemożliwi. Moim zdaniem stałoby się to kosztem nieopłacalnych strat wizerunkowych dla opozycji. Bo jak wytłumaczyć wyborcom fakt, że utrudnia się przyjmowanie ustaw?

- podsumowuje publicysta.