Miłosz doskonale się orientujący, że nagroda dla niego była w istocie przyznana walczącym o wolność narodu polskiego, wielce się tym irytował, bo już w słynnym starciu z Herbertem, a zwłaszcza po powrocie do kraju wielce apodyktycznie potępiał nasz „nacjonalizm”. Po Szymborskiej, uhonorowanej, by Nobel nie dostał się właśnie Herbertowi, została pamięć jej nieodpokutowanych stalinowskich wierszy i „Nienawiści” o rządzie Olszewskiego. Pani Tokarczuk przejęła pałeczkę. Co im ta biedna Polska takiego zrobiła?