Polacy na dwie kolejki przed końcem eliminacji awansowali na mistrzostwa Europy. Dokonali tego jako czwarta drużyna - po Belgach, Włochach i Rosjanach. Wiele renomowanych reprezentacji o ten awans wciąż musi walczyć.

Drużyna Jerzego Brzęczka nie rozpieszczała kibiców dotychczas efektowną grą, ale zdobywała punkty. Podobnie było w ciepły, październikowy wieczór w Warszawie. Od pierwszych minut stało się jasne jaką taktykę przygotowali na ten mecz Macedończycy. Bezpardonowo - z uśmiechem na ustach - kopali naszych po nogach. Agresywnie bronili i czekali na okazje do kontrataków. Nasi natomiast po bezbarwnym początku z minuty na minutę grali coraz odważniej i przede wszystkim szybciej.

Najpierw Lewandowski błyskawicznie uderzył po dośrodkowaniu Bereszyńskiego spod linii końcowej. Kapitan niewiele się pomylił trafiając w boczną siatkę. Jeszcze bliżej szczęścia był chwilę później Zieliński, który spokojnie przełożył sobie piłkę w polu karnym i huknął w poprzeczkę. Było jednak niestety widać, że niektórym naszym zawodnikom piłka wyraźnie przeszkadza w grze. Ich próby dryblingu wyglądały dość nieporadnie. A rywale niezrażeni napomnieniami arbitra dalej cieli równo z trawą. Za brutalny faul na Lewandowskim Nestorovski mógł obejrzeć od razu czerwoną kartkę i powinien być wdzięczny sędziemu, że ten sięgnął tylko po żółtą. Pierwsza bezbramkowa połowa pod dyktando gospodarzy, chociaż nie było to porywające widowisko.

Macedończycy po tym zagraniu powinni być wdzięczni sędziemu za pobłażliwość

Na początku drugiej połowy znów Dimitrevski miał sporo szczęścia. Ładnie zza pola karnego przymierzył Szymański i gości uratował słupek. Naszym piłkarzom wciąż jednak brakowało pomysłu jak rozmontować obronę Macedończyków. A kiedy już wydawało się, że któryś z biało-czerwonych ucieknie defensorom to zaraz jakiś rywal mocnym chwytem sprawdzał wytrzymałość koszulek Polaków.

Chaos, który w pewnym momencie zapanował na boisku nie mógł przynieść nic dobrego. Brzęczek próbował coś zmienić. Posłał na murawę z ławki Przemysława Frankowskiego i ten zaliczył prawdziwe wejście smoka. Daleki przerzut Krychowiaka opanował w polu karnym Lewandowski, piłka trafiła pod nogi wprowadzonego sekundy wcześniej pomocnika Chicago Fire i wreszcie Stadion Narodowy miał powody do radości.

Arkadiusz Milik przyklepał awans Polaków na Euro

Parę minut później kolejny rezerwowy został bohaterem. Rywale znów skopali bezpardonowo Lewandowskiego, ale futbolówka dotarła do Arkadiusza Milika. Ten fenomenalnie przymierzył z dystansu i było już pewne, że Polska awansu na Euro nie wypuści z rąk.

Polska - Macedonia Północna 2:0 (P. Frankowski 74', A. Milik 80')