Stutysięczna społeczność Polaków jest najliczniejszą grupą narodowościową po gospodarzach i stanowi połowę wszystkich katolików w Norwegii. W programie wizyty arcybiskupa niestety nie znalazłem istotnego moim zdaniem elementu – spotkania z dr Katarzyną Jachimowicz. O polskiej lekarce zrobiło się głośno, gdy wygrała precedensowy proces z norweskim państwem. Była jak dotąd jedyną lekarką, która zaskarżyła administrację publiczną za zwolnienie z pracy, co spotkało ją, gdy odmówiła stosowania procedur medycznych godzących w życie. Powołując się na klauzulę sumienia, uznała, że jako katoliczka ma prawo nie realizować świadczeń sprzecznych z wyznawanymi przez nią wartościami. Batalia sądowa Polki trwała kilka lat. Wygrywała w jednej instancji, strona przeciwna zaskarżała wyrok, aż po kolejnych apelacjach sprawa dotarła do Sądu Najwyższego. Wygraną polskiej lekarki szeroko komentowały media, a protestanckie stowarzyszenie lekarzy, które wspierało ją prawnie i materialnie podczas procesu, jako jedyne wyróżniło ją specjalnym odznaczeniem. Polka, wyczerpana długoletnim procesem, zagrożona w nowym miejscu pracy, nadal prowadzi walkę, tym razem o należne jej odszkodowanie za czas, gdy nie mogła wykonywać zawodu. Szkoda, że w kraju, gdzie aborcja jest stosowana bez ograniczeń, gdzie na życzenie matki dokonuje się nawet selektywnego uśmiercania jednego z bliźniąt, biskupi norwescy nie potrafili zdyskontować wizerunkowo, na rzecz obrony życia, tego wielkiego sukcesu lekarki i katoliczki. Także liczne polskie parafie w Norwegii nie zaproponowały dr Jachimowicz wygłoszenia prelekcji czy zorganizowania konferencji pro-life. Również organizatorzy wizyty abp. Skworca wygraną sprawę obrończyni życia uznali za niegodną uwagi.