Przez ostatnie siedem lat jeden z najbardziej utytułowanych biegaczy współpracował ze Zbigniewem Królem. Po obecnym sezonie, kiedy nie awansował do finału mistrzostw świata w Dausze, postanowił się z nim rozstać i dołączyć do grupy Lewandowskiego, w której jest m.in. Marcin Lewandowski, rekordzista Polski i brązowy medalista MŚ w biegu na 1500 m i wicemistrzyni świata ze sztafety 4x400 m Patrycja Wyciszkiewicz. Kszczot przyznał:

Nie jest to łatwa decyzja, każdy z nas ma obawy przed zmianami i ja również je miałem. Teraz otwieram nowy rozdział w mojej karierze sportowej. Zapytacie dlaczego taka nagła decyzja, tak naprawdę od kilku lat noszę się z takim zamiarem.

I to prawda - już po mistrzostwach świata w Londynie (2017) mówiono, że Kszczot chce odejść od Króla. Wówczas do tego nie doszło. Kszczot zdobył srebro i pozostał w starym układzie. Teraz ta decyzja nie była jednak podyktowana słabym występem w Dausze. Uzgodnienia w sprawie przejścia do Lewandowskiego trwały znacznie dłużej, a do jednej z ostatecznych rozmów doszło w Bydgoszczy po Drużynowych Mistrzostwach Europy. Teraz Kszczot przyznał, że pierwsze myśli o poszukaniu nowego trenera pojawiły się już w 2015 roku.

Od kilku lat spojrzenia moje i trenera Króla różnią się na tyle, że koniec współpracy to była kwestia czasu. Pierwszy raz myślałem o tym w roku 2015. Nie ukrywam, że były lepsze i gorsze momenty. Wszystkie lata chcę jednak pamiętać przez pryzmat dobrych wspomnień.

Wspomniał też o dołączeniu do grupy Michała Adamczewskiego, co jego zdaniem było dobrym pomysłem, bo podratowało jego kondycję zdrowotną. Kszczot w swoim oświadczeniu przyznał, że Lewandowski już od lipca przygląda się jego treningowi. To zatem nie jest decyzja nagłe i nieprzemyślana.

Dzięki temu mamy dwanaście pełnych miesięcy, żeby przygotować się do igrzysk. Wierzę, że dzięki ogromnemu doświadczeniu trenera Lewandowskiego i naukom jakie wyniosłem przez całe lata kariery sportowej, będziemy w stanie sięgnąć szczytu. Na te przygotowania patrzę nie tylko z ciekawością, czy nadzieją, ale z szalonym entuzjazmem.

Kszczot to nie tylko dwukrotny wicemistrz świata, ale także trzykrotny mistrz Europy. Ma też trzy medale (złoto, srebro i brąz) halowych mistrzostw świata i trzy złote Europy. Wcześniej wspominał, że po Tokio chciałby zakończyć sportową karierę, choć w tym sezonie o tym nie mówił. Właśnie medalu igrzysk brakuje mu do kolekcji.