Kosiniak-Kamysz pytany w TVN 24 jak PSL chce zrealizować jeden ze swoich postulatów o otwarciu rynku wschodniego dla polskich produktów, w tym dla polskich jabłek, odparł, że "po pierwsze przez Unię Europejską".

Dzisiaj uważam, że sankcje polityczne (wobec Rosji) należy utrzymać, a sankcje gospodarcze należy znieść, (...) bo one nie funkcjonują

- oświadczył.

Dopytywany, czy chce przymknąć oko na inwazję Rosji na Krym, lider ludowców, odparł, że nie.

Ale nie zgadzam się na balsamowanie brukselskich sumień wprowadzeniem embarga na papierze. Niemcy się dogadują z Rosją, węgiel ruski płynie do Polski. No i co to jest? Jakie to embargo? To nie działa, to oszustwo jakieś

- podkreślił.

Odniósł się także do efektów dotychczasowych sankcji wobec Rosji.

Czy one zmieniły sytuację w Donbasie? Zmieniły sytuację na Krymie? Coś się przez te sankcje zmieniło? Lepiej się żyje ludziom w jakiejś części świata?

- pytał.

Na uwagę, że ważne jest etyczny wymiar tych sankcji, Kosiniak-Kamysz ocenił, że w tym zakresie "to są sankcje polityczne". Przekonywał, że sankcje gospodarcze nie działają.

Wszyscy się dogadują ponad naszymi głowami z Rosją, i my tylko mamy na to patrzeć?

- mówił lider PSL.

Na uwagę, że nie jest tak, że wszyscy się dogadują z Rosją, i nie jest tak, że inne towary płyną do Rosji, a tylko polskie nie są tam wysyłane, lider ludowców zapytał:

A myśli pan, że nie płyną z Francji i Niemiec towary (do Rosji)?".

Na uwagę, że teoretycznie nie powinny, prezes PSL przyznał, że "teoretycznie".

Rosyjska aneksja Krymu w marcu 2014 r. i podsycanie przez Kreml konfliktu zbrojnego na wschodzie Ukrainy spowodowały nałożenie przez państwa zachodnie szeregu sankcji dyplomatycznych, gospodarczych, finansowych i personalnych na Rosję i przedstawicieli jej władz. W czerwcu państwa członkowskie UE formalnie przedłużyły do 31 stycznia 2020 r. sankcje gospodarcze wobec konkretnych sektorów rosyjskiej gospodarki.