Jednostką ramową, czyli najważniejszą w tym dyżurze bojowym Sił Odpowiedzi NATO będzie 21. Brygada Strzelców Podhalańskich.

Gazeta zaznacza, że w przypadku podjęcia decyzji o rozpoczęciu operacji wojskowej lub wysłaniu żołnierzy do likwidacji klęski żywiołowej wydzielone jednostki będą miały od dwóch do pięciu dni na podjęcie działań. Mogą zostać przerzucone do każdego kraju NATO, a nawet kilka tysięcy kilometrów od granic państw wchodzących w skład sojuszu.

Według cytowanego przez "Rz" dowódcę 21. Brygady gen. bryg. Dariusza Lewandowskiego to z pewnością największe wyzwanie dla Polski w zakresie budowania międzynarodowej struktury bojowej od wejścia do NATO.

Do tej pory mieliśmy do czynienia tylko z grupami bojowymi Unii Europejskiej

- zaznaczył generał.

Dziennik poinformował, że dyżur w szpicy NATO będzie pełnić 6 tys. żołnierzy, z czego 4 tys. z Polski. Oprócz 21 Brygady w rocznym dyżurze mają brać udział nasi żołnierze z 12. Dywizji Zmechanizowanej, dwóch brygad logistycznych, 3. Skrzydła Lotnictwa Transportowego, specjaliści od wykrywania skażeń, reagowania epidemiologicznego oraz z Centralnej Grupy Działań Psychologicznych i Żandarmeria Wojskowa.

Poza Polską swoje jednostki wydzielą też do szpicy armie Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Czech, Litwy, Łotwy, Portugalii, Rumunii i Albanii

- wymieniono w artykule.

Oprócz tego nasi komandosi po raz drugi będą pełnili rolę państwa ramowego międzynarodowego komponentu sił specjalnych, a dowódcy wojsk specjalnych będą głównym trzonem natowskiego Dowództwa Komponentu Operacji Specjalnych

- informuje Rzeczpospolita.

Sztab Generalny Wojska Polskiego ze względu na tajemnicę wojskową nie podał "Rz" ilu będzie to żołnierzy.