Egipcjanie znakomicie rozpoczęli Puchar Świata. Pokonali Australię, a później sprawili sporą niespodziankę wygrywając z Iranem. Kolejne spotkania nie były dla drużyny z Afryki już tak udane. Przegrywali z wyżej notowanymi rywalami, ale warto chociażby zauważyć, że potrafili urwać seta kroczącej od zwycięstwa do zwycięstwa Brazylii.

Niezależnie od wszystkiego - to Polska była zdecydowanym faworytem starcia w Hiroszimie. I z tej roli nasi siatkarze w pełni się wywiązali. Vital Heynen dał odpocząć kilku zawodnikom i mocno zamieszał w wyjściowej szóstce. Na parkiet wybiegli Komenda, Kubiak, Szalpuk, Kaczmarek, Huber, Kłos oraz Wojtaszek.

Biało-czerwoni potrzebowali chwili by złapać właściwy rytm w tym ustawieniu, ale kiedy nasz atakujący pojawił się na zagrywce rozpoczął się punktowy "odjazd". Nasi siatkarze wywalczyli siedem oczek z rzędu głównie dzięki serwom Kaczmarka. Mogło być nawet więcej, ale ten sam zawodnik zepsuł kontratak uderzając w siatkę. Zdobyta przewaga pozwoliła jednak spokojnie zakończyć seta.

Nasi siatkarze spokojnie wygrywali kolejne sety

Polacy nie grzeszyli skutecznością w ataku. Mogło to wynikać ze zmęczenia. Po wczorajszym spotkaniu z Rosją nie było czasu ani na trening, ani nawet na rozruch. Pomimo tego przewaga naszych siatkarzy nawet na chwilę nie podlegała dyskusji. Ciekawiej niż na boisku było wokół niego. A to stolik sędziowski pomylił się w liczeniu punktów, a to jeden z Egipcjan zniesmaczony grą swojego zespołu zrezygnował z dalszego udziału w meczu. Nasi siatkarze nie zwracali jednak na to uwagi i zrobili to co nich należało pewnie wygrywając to spotkanie.

Drużyna Heynena w Japonii nie ma chwili wytchnienia. Już jutro kolejny mecz - z Australią (początek o 5:30). Jeszcze dziś dojdzie natomiast do starcia na szczycie. O 11 zmierzą się główni rywale Polaków do zwycięstwa w całym turnieju: Brazylia i USA.

Polska - Egipt 3:0 (25:19, 25:18, 25:16)