Co robi dziennikarka, gdy dzieje się coś przełomowego, a nie ma z kim zostawić dzieci? Zabiera je do studia. Taka sytuacja może być jednak bardzo ryzykowna.

Przekonali się o tym widzowie stacji MSNBC, którzy oglądali relację z tureckiej operacji militarnej w Syrii. Nagle, do dziennikarki w studio... podszedł jej syn. Chłopiec uśmiechał się do kamery i wyciągał ręce do mamy. Zaskoczona i nieco skrępowana kobieta wezwała pomoc.

Przepraszam, moje dzieci tutaj są. To telewizja na żywo

- powiedziała dziennikarka, kiedy na wizji pojawiła się mapa. Gdy zniknęła, chłopca już nie było i kryzys został zażegnany.