Po czterech kolejkach kwalifikacji mistrzostw Europy biało-czerwoni mieli komplet zwycięstw, ale we wrześniu rozczarowali, przegrywając na wyjeździe ze Słowenią 0:2 i remisując u siebie z Austrią 0:0. Taka postawa spotkała się z dużą krytyką. Kamil Glik skomentował w Rydze:

W ostatnich tygodniach wylało się sporo hejtu na całą reprezentację. Takie jest życie sportowca, że raz się jest chwalonym, a innym razem krytykowanym. Ja osobiście jestem do tego przyzwyczajony, bo przez trzy czwarte mojej kariery byłem bardzo mocny krytykowany za różnego rodzaju rzeczy. Wydaje mi się, że jestem na tyle mocny mentalnie, iż sobie z tym radzę.

Oczywiście, mamy świadomość, że nasza gra nie była najlepsza w tych dwóch ostatnich spotkaniach. Pewna krytyka być może się należy, ale też duża część tych opinii była mocno przesadzona, wręcz krzywdząca.

Doświadczony obrońca umie jednak znaleźć pozytywne strony wrześniowych występów, zwłaszcza porażki ze Słowenią.

Czasami porażki są bardziej pożyteczne niż zwycięstwa. Wcześniej pojawiały się opinie, że wygramy wszystkie mecze, nie stracimy bramki przez całe eliminacje. Każdy z nas starał się to tonować. I dobrze, że taka porażka w takim momencie też się przytrafiła. Myślę, że każdy po powrocie do domu analizował te mecze i widział, że nie wyglądało to zbyt dobrze. Miejmy nadzieję, że jutro będzie odpowiedź.

Czego oczekuje od siebie i kolegów w czwartkowym meczu w Rydze?

Przede wszystkim zwycięstwa. Oczywiście chcielibyśmy, żeby nasz styl szedł w parze z wynikiem. Mam nadzieję, że tak będzie. Dla nas najważniejsze, żeby zagrać bardzo dobry mecz i wrócić z trzema punktami. Musimy od początku być skoncentrowani, strzelić jedną, drugą bramkę i później będzie łatwiej, ale najpierw trzeba to zrobić.

Polska jest liderem grupy G z 13 punktami. Łotysze nie zdobyli dotychczas żadnego. Początek czwartkowego spotkania o godz. 20.45 (w Rydze 21.45).