Muzyk disco-polo został zaatakowany kilka dni temu w mieszkaniu znajomego na warszawskim Wilanowie. W rozmowie z "Super Expressem" Krysztofik opowiedział co się wtedy wydarzyło.

Znałem go trzy lata. Ogólnie był znajomym moich znajomych. Razem chodziliśmy do klubów, piliśmy drinki. Ostatnio zapraszał mnie na swoje urodziny. Nie mogę powiedzieć, że to mój dobry znajomy, bo nie pisaliśmy ze sobą przez Facebooka. Kiedy kupił nowe mieszkanie, zaprosił mnie

- opowiada ofiara ataku.

Jak twierdzi muzyk, wraz ze znajomymi pili alkohol, a napastnik cały czas miał siedzieć przed komputerem.

Po godzinie od spotkania, mój drink się rozlał. Delikatnie poleciał na niego. Wtedy wstał, obrócił się, wyjął z szuflady nóż i powiedział, że mnie zabije. Na początku myślałem że to żart

- opowiadał Krysztofik. 

Kiedy jednak zorientował się, że mężczyzna nie żartuje, chciał opuścić mieszkanie. Wtedy okazało się, że jest ono zamknięte, a klucze zostały schowane.

Kiedy to zobaczyłem, dostałem cios nożem w plecy. Potem rozegrał się horror. Dostawałem ciosy w plecy, w potylicę. Jak zobaczył krew, dał mi szmatę i kazał mi ją zmywać. Krew z głowy leciała cały czas. Upadłem na podłogę, zacząłem ją zmywać. On wtedy zaczął mnie bić nożem po kolanach, żebym nie był w stanie wstać

- relacjonował muzyk.

Nadal jestem w szoku, do mnie to nie dociera. Mało brakowało żebym umarł. Pamiętam, że wszedłem do łazienki, zsunąłem się z drzwi w dół i zostałem w plamie krwi. Ocknąłem się jak do mieszkania weszli policjanci z ekipą ratunkową. Nie wiem jak tam trafili

-  dodał.