Jeszcze niedawno można by mówić, że „robią z miasta wiochę”, ale teraz to nowoczesność. Nagle Zieloni odkryli, że farmy to fajna rzecz, z tym, że w... mieście, bo na wsiach, zwłaszcza jeśli zajmują się hodowlą bydła ziejącego metanem, im nadal przeszkadzają. Tymczasem niczego nowego nie wymyślili. W latach 50. np. w blokach Nowej Huty na balkonach zakładano już minihodowle królików, a w wannach można było czasami znaleźć nawet tucznika. I tylko głupia socjalistyczna władza zjawisko zwalczała i nie wiedziała, że owi chłoporobotnicy byli naprawdę „awangardą postępu”.