Przedstawia się pan jako człowiek z przeszłości. Co to oznacza?
To stwierdzenie trochę na wyrost. Interesuję się historią,  historią sztuki. Szukam sobie tam różnych fajnych tematów, na kanwie których można napisać opowiadania z dziedziny tzw. fantastyki bliskiego zasięgu, (czyli zbliżonej do naszej rzeczywistości, ale posiadającej element fantastyczny stanowiący jej integralną cześć). To literatura, do której - jeśli ktoś -nawet nie czyta fantastyki na co dzień, chętnie zajrzy.

Porozmawiajmy o historii na poważnie. Pisze pan konsekwentnie słowo Niemcy małą literą, dlaczego?
Piszę małą literą, a potem i tak korekta w wydawnictwie, to poprawia. Przeczytałem taką informację, że po II wojnie światowej podjęto decyzję, że słowa Niemiec, Niemcy będą pisane małymi literami wbrew zasadom ortografii. Wszystkie narody wielką literą - a tu robimy wyjątek, za to co Niemcy zrobili w czasie wojny. Ta zasada obowiązywała gdzieś do 1948 roku. Jeśli weźmiemy książki, czy gazety z tego czasu zobaczymy, że słowo Niemiec jest pisane małą literą. Ja stwierdziłem, że dopóki Niemcy nie wypłacą reparacji wojennych będę pisał słowo Niemiec małą literą. Jakoś nie potrafię wydarzeń II wojny zapomnieć, może dlatego, że znam wiele osób, które przeszły przez piekło obozu koncentracyjnego i front.

W 2010 roku po tragedii smoleńskiej za publicystą Rafałem Ziemkiewiczem powiedział pan, że: "Nie wie, czy był zamach, ale wie, że Ruscy kłamią".
Do tej pory nie wiem, czy był zamach i do tej pory, wiem że Ruscy kłamią. Nasi zresztą też! Nie jestem przekonany, czy był zamach, dopuszczam też inne możliwości. Ale jestem pewien, że gdyby sprawa była zupełnie czysta, kłamstw w tej sprawie by nie było...

Krytykuje pan m.in. na podstawie własnych traumatycznych przeżyć w szkole podstawowej, polskie szkolnictwo i polskich nauczycieli. Sam jest pan ojcem dwójki dzieci w wieku szkolnym. Co sądzi pan obecnie o edukacji i nauczycielach grożących kolejnym strajkiem?
Na pewno szkoła przeszła od moich czasów bardzo długą drogę i zmieniła się na lepsze. Ale strajk nauczycieli jest hucpą polityczną. Zamknięcie szkoły na ponad dwa tygodnie wielu ludziom utrudniło życie. Nauczyciele chcieli coś wywalczyć dla siebie, ale główny efekt jest taki, że społeczeństwo nastawiło się bardzo negatywnie do nich i do ich postulatów. O ile cele wywalczenia pewnych podwyżek, uważam za słuszne - sposób w jaki to zrobiono był absolutnie niedopuszczalny i jeśli spojrzymy na całą tę otoczkę polityczną, chyba należy powiedzieć, że nie chodziło o podwyżki, ale o to żeby dokuczyć rządowi.