Do tej pory to dyrekcja ds. rolnictwa była odpowiedzialna np. za decyzje dotyczące pomocy państwa dla rolnictwa w sytuacjach kryzysowych i to ona podejmowała decyzje, gdzie kierować strumień potrzebnych środków. Tych kompetencji KE komisarza rolnictwa pozbawiła i nie przedstawiła żadnych formalnych wyjaśnień tego kroku. Niepokój budzą też zadania, jakie szefowa KE wyznaczyła resortowi Polaka. Ma m.in. zapewnić, żeby rolnictwo i produkcja żywności przyczyniały się do realizacji celów klimatycznych, środowiskowych i dotyczących różnorodności biologicznej. Bez nowej religii klimatycznej i obarczania politpoprawnymi zadaniami ani rusz. Może to jeszcze nie jest ubezwłasnowolnienie, ale zapowiada się, że w Brukseli będziemy mieć dalej pod górkę.