Publicyści, komentatorzy, ale i politycy związani z opozycją uznali to za dowód na to, że PiS znał już wcześniej wyniki losowania (które przebiegało na żywo i którego nijak nie dało się zmanipulować). Miał to być koronny argument na to, że nadchodzące wybory także zostaną sfałszowane, że demokracja w Polsce ma się gorzej niż w Rosji, a konstytucja to tylko hasło z garderoby Lecha Wałęsy. „To nie jest powód do żartów! błyskawiczne wyjaśnienie tej kwestii jest kluczowe dla poprawności wyborów. Trzeba złożyć zawiadomienie do prokuratury (…)” – grzmiał Marcin Matczak, związany z opozycją prawnik. Wtórował mu dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz, pytając w alarmującym tonie: „Czy wynik wyborów rządzący też już znają?”. Sieć obiegły plakaty kandydatów PiS: Grzegorza Lorka z Piotrkowa Trybunalskiego, startującego z Katowic Leszka Piechoty czy Damiana Godzińskiego z Warmii i Mazur. Istotnie widniał na nich numer listy – „2”.  Spisek! – mówiono. – Prokuratura! Ale rozwiązanie tej zagadki okazało się proste. Wprawne oko zauważy, że wszyscy trzej „spiskowcy” startują w swoich okręgach z szóstego miejsca, o czym wiedzieli już wcześniej. Skorzystali więc po prostu z szablonów dostarczanych im uprzednio przez partię, gdzie fraza „lista 2, numer 6” była wpisana domyślnie, do zmiany przez każdego z kandydatów jak Polska długa i szeroka.

Mało wyrobieni kandydaci wzięli jednak szablon i „szóstkę” za dobrą monetę i wydrukowali plakaty. Mieli szczęście, bo przy innym losowaniu ich materiały nadawałyby się do śmieci. Tak jak teorie spiskowe „totalnych”.