Okazuje się, że spalarnia nie działa od grudnia

- powiedział Filip Frąckowiak, wywołując niemałe zdumienie u prowadzącej program dziennikarki.

Chyba pan w tym momencie żartuje?
- dopytywała.

Tak, od grudnia. A dodam, że był to osad ściekowy, a nie jest to zwykłe błoto, z całej Warszawy. (...) Otóż to musi być spalane w specjalnych piecach o temperaturze 1700 stopni. Osad ściekowy to są metale ciężkie, to są bakterie, pasożyty, to jest wszystko to, co w ściekach idzie na dno.

- tłumaczył Filip Frąckowiak.

Okazuje się, że to wcale nie jest spalane. Ratusz przyznał się, że to utylizuje zewnętrzna firma, ale to jest odpowiedź niewystarczająca. Tego nie utylizuje się inaczej, jak tylko spalając, a wiemy, że w Warszawie i w okolicach nie ma innej spalarni. Jest więc pytanie, co się dzieje z tym bardzo toksycznym odpadem? Czy on nie trafia do Wisły, czy nie trafia pola uprawne?

- pytał radny Prawa i Sprawiedliwości

Jestem w szoku, mamy awarię, jest problem, ale ratusz musiał o tym wiedzieć - kontynuowała dziennikarka.

Na pewno ratusz musiał wiedzieć, ale ani radni, ani mieszkańcy nie byli o tym informowani. Zwróciłem się z wnioskiem o raport całościowy na temat spalarni "Czajki" w latach 2018-2019 i czekam na odpowiedź. Musimy wiedzieć też, z jakimi firmami podpisano umowy i w jakich warunkach jest ten osad transportowany. Teoretycznie ratusz ma na to trzy tygodnie. 

- dodał gość.