Bronisława, zakonnica z klasztoru na Zwierzyńcu w dniu pogrzebu św. Jacka (pamiątka Wniebowzięcia Najświętrzej Maryi Panny – 15.08.1957 r.) ujrzała wielką światłość spływającą na krakowski kościół dominikanów i Bożą Matkę prowadzącą do nieba św. Jacka w lśniącym habicie.

Habit z rąk św. Dominika

Zarówno przez współczesnych jak i potomnych nazywany był Lux Silesia – Światło ze Śląska.

Aktywność w miłości i kontemplacji Boga w Trójcy Jedynego były stałą formacją duchową, były stałą formacją duchową, w której zakorzenił swój byt.  

Stanisław Lektor z klasztoru krakowskiego w pierwszej biografii świętego napisał w przedmowie:

Lud, który chodził w ciemności, ujrzał wielką światłość (Iz 9,2). Jak dzięki światłu (Stwórca – przyp. K.B.) rozproszył ciemność, tak za pośrednictwem św. Jacka, który był w Polsce nowym promieniem światła rozpędził ciemności grzechu i wiarą oświecił serca Polaków. I dalej czytamy: miał pokorne serce, czystość dziewiczą, gorącą miłość Boga i bliźniego [...]. Miał również zwyczaj bardzo częstego przepędzania nocy w kościele [...] złożywszy przed ołtarzem znużone członki i głowę oparłszy na kamieniu lub położywszy na gołej ziemi, trochę odpoczywał. Każdej nocy skórzaną dyscypliną biczował swoje ciało aż do krwi.

Daty jego urodzenia nie sposób dokładnie określić, prawdopodobnie stało się to w 1183 r. w miejscowości Kamień na Śląsku. Rodzice zapewne szybko go odumarli, bo opiekował się nim biskup krakowski Iwon – stryj chłopca. To on dbał o jego wykształcenie i duchowy rozwój. On w końcu, uznając niezwykłą dojrzałość i gorliwość w wierze młodzieńca, wysłał go na studia do Rzymu. Po roku hierarcha przybył tam ze sprawami do papieża Honoriusza. Zadziwiła go znajomość teologii i prawa kanonicznego młodego człowieka. Gdy Iwon spotkał św. Dominika, który od kilku lat rozwijał swój zakon, poprosił go o braci dla Polski. Święty odpowiedział, że uczynił by to chętnie, ale wszyscy są w misjach. Wtedy dostojnik kościelny zaproponował swojego wychowanka i dwóch innych braci.

Misja polska

Z błogosławionym później Czesławem i świątobliwym Hermanem pochodzącym z Niemiec ruszył apostołować do narodów na północ od Alp. W końcu trafili do Polski, gdzie w 1226 r. przyszły święty założył pierwszą polska prowincję dominikańską. Na kapitule prowincjalnej rozpoczynającej jej działalność uchwalono wysłanie zakonników poza granice Małopolski: na Śląsk, do Pragi i Wrocławia. Sam ewangelizował w Gdańsku, na pomorzu, na Litwie i na odległej Rusi. 

Jego czas bez reszty należał do Boga. Studiował Słowo, głosił kazania, pomagał wiernym pojednać się z Panem w sakramencie pojednania, odwiedzał chorych. Według swojego najwcześniejszego biografa, gdy w kolejną wigilię Wniebowzięcia rozważał to chwalebne wydarzenie ukazała mu się Maryja i rzekła do niego: synu Jacku ciesz się, bo modlitwy twoje są miłe przed obliczem mojego Syna – Zbawiciela i o cokolwiek będziesz prosił za moim pośrednictwem, otrzymasz to od Niego. Po tych słowach ze śpiewem aniołów odeszła do nieba. I odtąd liczne cuda stawały się za pośrednictwem przyszłego świętego.

Jezus przywróci cię do życia

Gdy 8 maja 1221 r. (pamiątka św. Stanisława) przeprawiał się przez Wisłę, zobaczył tłum. Właśnie wyciągano z wody topielca. Był to Piotr, jedyny syn Falisławy.

Dominikanin ujął zmarłego za rękę i powiedział: Niech Jezus Chrystus, którego chwałę głoszę, za pośrednictwem Najświętszej Dziewicy Maryi przywróci cię do życia. Chłopak zerwał się na równe nogi i w uniesieniu dziękował Bogu i jego słudze Jackowi. O tym wydarzeniu zaświadczyli naoczni świadkowie: rycerz Jarota, dziekan Prandota, kanonik katedralny Filip i wielu, wielu innych. W cztery lata później w dniu błogosławionego Hieronima pewna niewiasta, w obliczu śmierci poprosiła Jacka, żeby się z nią pomodlił. Ten położył rękę na jej głowie i chora natychmiast została uleczona. W dniu św. Stanisława w 1244 r. przyszły święty szedł głosić Słowo Boże. Nagle zabiegła mu drogę kobieta o imieniu Witosława ciągnąc za sobą wózek z dwoma synami niewidomymi od urodzenia. Upadła do nóg Jacka i błagał go o litość. Dominikanin zapłakał i uczynił zadość jej pragnieniu. W modlitwie powołał się na fakt uzdrawiania ślepców przez Chrystusa. Wrażliwy na ubogich św. Jacek za życia i po śmierci uzdrawiał zwierzęta należące do biedaków konie i jałówki – nieraz jedyne źródło ich utrzymania. 

Wiedział, kiedy przyjdzie do Pana

5 sierpnia 1257 r. poczuł się słabo w swojej celi w krakowskim klasztorze. Wezwał do siebie braci, prosząc ich o modlitwę i zapowiadając, że dziesięć dni później skończy się dla niego ziemska niewola i wreszcie spotka Boga. Tak też się stało.

Jesienią 1289 r. przyprowadzono do jego grobu (cmentarz przy kościele Świętej Trójcy) opętaną. Szatan nie pozwalał kobiecie zbliżyć się do miejsca spoczynku świętego, twierdząc, że z jego przyczyny piekło ponosi wielkie szkody. Egzorcysta spytał, czy i kiedy św. Jacek zostanie kanonizowany. Diabeł odpowiedział, że będzie, ale nie wie kiedy.

Jako znak, że to prawda, natychmiast opuścił kobietę.

Niemal trzysta lat po śmierci założyciela polskiej prowincji dominikanów jego współbrat ojciec Seweryn ofiarował w imieniu polskiej hierarchii Klemensowi VII wizerunek zakonnika. Według księdza Zdzisława Obertyńskiego, autora "Dziejów kanonizacji świętego Jacka", papież odkrył głowę, przypatrywał się pilnie i oświadczył, że jest to istotnie portret świętego. Zakończył modlitwą, żeby dane mu było kanonizować go. Na świecie jednak szalały wojny i zrobił to dopiero jego kolejny następca Klemens VIII w niedzielę Przewodnią 17 kwietnia 1594 r. 

Święty należy do patronów Polski od lat wierni modlą się do niego słowami:

O święty Jacku Polski patronie, chlubo ojczyzny, łowco dusz gorliwy. Dzięki opiece Twej i obronie niech słynie naród jako lud cnotliwy.