Wcześniej Trump polecił ministrowi finansów (skarbu) Stevenowi Mnuchinowi "znaczne zwiększenie sankcji" nałożonych na Iran.

Do zorganizowania ataków na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej przyznali się szyiccy rebelianci Huti, ale niektórzy wysocy rangą urzędnicy amerykańscy, w tym sekretarz stanu Mike Pompeo, oskarżają o nie Iran. Teheran temu zaprzecza. Rijad zapowiedział, że dostarczy dowodów łączących Iran z atakiem.

Trump powiedział też reporterom, że ostateczną odpowiedzią na sobotnie ataki byłaby wojna, ale istnieją też inne opcje

- relacjonuje Reuters.

Celem sobotnich ataków były instalacje naftowe saudyjskiego koncernu Aramco w Bukajk i Churajs na wschodzie Arabii Saudyjskiej. Rebelianci Huti są wspierani przez Iran w wojnie z krajami Zatoki Perskiej. Zdaniem Teheranu ataki miały być "ostrzeżeniem" dla Saudyjczyków, którzy dowodzą sunnicką koalicją walczącą w Jemenie z Huti od 2015 roku.

Wiceprezydent USA Mike Pence powiedział w poniedziałek, że jeżeli Iran przeprowadził ataki na saudyjskie instalacje naftowe, aby zmusić prezydenta Trumpa do zrezygnowania z sankcji gospodarczych nałożonych na Teheran, to taka próba się nie powiedzie. W środę wieczorem Pence, który przybył do Arabii Saudyjskiej, miał rozpocząć rozmowy z następcą tronu, księciem Muhammadem ibn Salmanem.

Po jednostronnym wycofaniu się USA w 2018 roku z porozumienia nuklearnego światowych mocarstw z Iranem Stany Zjednoczone przywróciły sankcje gospodarcze na Iran.