W ten sposób zrzucano do okupowanej Polski cichociemnych – oficerów do zadań specjalnych. 200-osobowy oddział Armii Krajowej mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” – bo o nim mowa – początkowo chronił ludność Zamojszczyzny przed represjami. Następnie brał udział w akcji „Burza” na Lubelszczyźnie, po czym bezskutecznie próbował przedrzeć się na pomoc walczącej Warszawie. W czasie okupacji niemieckiej przeprowadził w sumie 83 akcje bojowe i dywersyjne. Po wejściu Sowietów Dekutowski – poszukiwany przez NKWD i UB – postanowił walczyć dalej. W odpowiedzi na komunistyczny terror stworzył poakowski oddział samoobrony liczący, podobnie jak w czasie niemieckiej okupacji, około 200 osób. Razem z nim – jako żołnierz Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość – dokonał szeregu brawurowych akcji odwetowych na NKWD, UB, KBW i MO. Aresztowany wskutek zdrady we wrześniu 1947 r., podczas próby przedostania się na Zachód. Jego oprawcy nigdy nie ponieśli kary. „Oficerowie” śledczy bezpieki – Eugeniusz Chimczak i Jerzy Kędziora – tak się nad nim znęcali, że w wieku 30 lat „Zapora” wyglądał jak starzec, miał siwe włosy, wybite zęby, połamane ręce, nos i żebra, zerwane paznokcie. Bezkarny pozostał Józef Badecki z Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie, który wydał wyrok śmierci. Uniknął kary także Władysław Garnowski, prezes Najwyższego Sądu Wojskowego, który zarządził egzekucję. Obaj zostali potem pochowani na stołecznych Powązkach Wojskowych. A Hieronim Dekutowski? Odnaleziony po latach na tym samym cmentarzu w bezimiennym dole. Harcerz, żołnierz wojny obronnej 1939 r., cichociemny… 7 marca 1949 r. stracony w katowni bezpieki przy ul. Rakowieckiej w Warszawie wraz z sześcioma podkomendnymi – żołnierzami WiN.