Mamy tu klasyczny trójkąt: dzielny, odważny, piękna, oraz Ona, wymarzona, wyśniona, Poloniam Somnium, Poloniam Aliquando Viderat, Polska wyśniona, Polska wymarzona.

Film porywa, wzrusza, bawi. Migawkowe pojawienie się Frycza-Piłsudskiego przywitane było przez widownię przedpremiery ciepłym śmiechem. Ikoniczny Dziadek wprowadził się na scenę, jak we współczesnych odcinkach „Gwiezdnych wojen” przywoływane są kultowe postaci  pierwszych epizodów gwiezdnej sagi. Ale pierwsze skrzypce grają oni: Sebastian Fabijański ("Pakt", "Pitbull", "Kamerdyner", "Belfer"), Bartosz Gelner ("Sala samobójców", "Reakcja łańcuchowa", "Kobieta sukcesu") i Wiktoria Wolańska ("M jak miłość", "Korona królów").

Na początku film traktuje o życiowym wyborze. Zimna logika Polaka, ruskiego oficera, zderzona z naiwnym patriotyzmem Baki-Kaszubskiego Króla. My znamy zakończenie, świat rosyjskiego imperium zniknął na pstryknięcie palców niemieckich kapitalistów zamykających krasnala z bródką w wagonie towarowym. Jakoś tak się dzieje, że po „bezsensownych zrywach” „romantyków”, kolejne ich pokolenie osiąga to, do czego nawet myślą nie dorośli twardzi realiści. II Rzeczpospolita zagrała na nosie trzem cesarzom. Zamordowano ją po dwóch dekadach, ale po siedemdziesięciu latach ma znów dziejową szansę. Czasem wygrywają wariaci, zwycięża wiara i marzenia.

Pointą filmu jest przyjęcie ojcostwa. Przejęcie przez dojrzałego, młodego  mężczyznę odpowiedzialności za dziecko, kobietę, ojczyznę. Syn pułku wkłada swą małą rączkę w rękę dorosłego i idą w dal. Zużyte, oczywiście. Jedyną słabością  filmu są bowiem używane w nim duże metafory (holywoodzkie fabuły mogę oglądać do dwóch, trzech scen po zawiązaniu akcji, wiadomo już bowiem wtedy jak się ona  skończy). A tu mamy klasyczny trójkąt, dojrzewanie bohatera, ona i Ona - ojczyzna. Choć może się mylę, może nie jest to wada „Legionów”, a jedynie efekt wyczerpywania się zjawiska filmu jako takiego. W końcu antyczny dramat to tylko kilka wieków, arabska proza z X wieku dużo mniej. Powstały i skończyły się. Dramat zabiło rozcięcie węzła gordyjskiego fatum przez cieślę z Nazaretu, makama  z X wieku cichutko umarła po dwóch wiekach.

Gajewski tchnął życie w zmiędlone jak gołębie piórko schematy, w duże metafory wycierane przez kolejne pokolenia twórców od czasów Homera. Bo i w końcu każde kolejne pokolenie musi stworzyć własny Bildungsroman, musi mieć własną Marylin Monroe, Polę Negri, Brigitte Bardot czy Kristen Stewart.

A my mamy tu aktora na miarę Kmicica. I zjawiskową aktorkę. Zagadka. Kiedy krytyk nie ma nic do powiedzenia? Gdy używa wyślizganych żetonów pisząc: kultowy, zjawiskowa. Ale Ola jest zjawiskowa. Ma oryginalną urodę podkreśloną przez kultową niebawem fryzurę. Nosi głowę jak Nefreteete, jej zdjęcie zawiśnie w pokojach gimnazjalistów z wypiekami na twarzy, przepraszam siódmo- i ósmoklasistów. Jeśli będzie oszczędnie gospodarować ekranową niewinnością, może stać się ikoną. Gwiazdą. W każdym bowiem pokoleniu młode dziewczyny potrzebują Danuśki, Marusi, Basieńki, Oleńki. Wiktoria Wolańska, by użyć kolejnego wyślizganego żetonu: ma potencjał. Ciekawe co z nim zrobi. Aktorstwo jest niebezpieczną przygodą. Szczególnie dla kobiet (choć „me too” nie dotyczy tylko ich). Wielka kariera kosztem złych decyzji i degradacji osoby. To nie są epizody. Tak działa showbiznes. Robią go źli, niedojrzali faceci. I nawet się z tym nie kryją.

Na konferencji prasowej zobaczyliśmy, że aktorzy są młodzi, inteligentni, utalentowani, sporo już przeczytali, myślą, przeżywają. Darkowi udało się stworzyć niezwykłą ekipę. Dobre nastawienie twórców filmu do tematu, do produkcji, do sprawy i bohaterów widać na ekranie. Ci ludzie, niezależnie od poglądów szanują polskich bohaterów.

Bardzo dobre dialogi, no i genialne zdjęcia. Żona po powrocie z Izraela powiedziała: Jaka ta Polska jest piękna. I Jarkowi Szodzie („Misja Afganistan”, „Handlarz cudów”, Strażacy”), udało się to pokazać. Majstersztykiem samym w sobie jest sekwencji szarży pod Rokitną sfilmowana przez Arkadiusza Tomiaka („Człowiek z magicznym pudełkiem”, „Zaćma”, „Karbala”, „Obława”).

Oczywiście temat legionów nie została „Legionami” wyczerpany. Czekam na kolejny obraz budujący mit założycielski Trzeciej Niepodległej. Bo właśnie to pokolenie wywalczyło sobie do tego prawo. Równie piękne pokolenie Powstańców Warszawskich przegrało. Legioniści zwyciężyli. I tego nam dziś potrzeba.

Łzy w oczach, śmiech, by wejść nową sekwencję bez napięcia. Wzruszenie, miłość do Ojczyzny - nie wstydzimy się pisać z Wielkiej Litery tego, na czym nam zależy. Wspaniałe chłopaki i dziewczyny na ekranie.

Polaków ten film pochłonie. Będą go oglądać sercem. Również młodzież, bo jest krótko cięty, teledyskowy, znakomicie zrytmizowany. I daje prawdziwe przeżycie.

Dlatego komuna i postkomuna, dokąd mogła, nie dawała robić uczciwych obrazów o polskiej historii. Bo jest w niej dynamit. Głęboką pamięć i wrażliwość Polaków rozbijały za to w pył, miażdżyły i deptały, zamówione przez służbowych, takie choćby „Psy”, ze sceną, w której ubecy niosą na drzwiach pijanego w sztok kolegę, śpiewając „Janek Wiśniewski padł”. I z tego też powodu „Legiony” będą wściekle atakowane przez lokalny establishment.

Dawno, dawno temu, zrobiłem z Darkiem Gajewskim film dokumentalny o prawdziwych losach Maćka Chełmickiego, odkłamujących załgane: książkę Jerzego Andrzejewskiego oraz film Andrzeja Wajdy. Ten ostatni w trakcie produkcji przysłał nam list pełen ortograficznych błędów z pogróżką wobec reżysera „Warszawy” i „Legionów”: „Jeśli pan skończy ten dokument, nigdy nie zrobi pan fabuły w Polsce”. Stare wysłużone komunie dziadki na szczęście odchodzą razem z bolszewicko-przywiślańskim PRL-em. Chwała nam. Oni precz.