Artysta odniósł się w ten sposób do informacji, które pojawiły się w mediach we wtorek, jakoby w programie PiS miał się znajdować fragment dotyczący artystów. Miało z niego wynikać, że każdy zawodowo zajmujący się rozrywką musiałby wystąpić o potwierdzenie statusu artysty zawodowego oraz dostać specjalną kartę.

Rozumiem, że na miesiąc przed wyborami wszystko jest podejrzane, ale apeluję o spokój. Bo choć jestem w opozycji do obecnej władzy, to uczciwość każe docenić jej dobre ruchy i nie wylewać zdrowego dziecka z pisowską kąpielą. A ta ustawa jest zwyczajnie bardzo dobra. Dla artystów, a co za tym idzie, dla polskiej kultury

 - powiedział Miłoszewski.

Jak zaznaczył, nieprawdą jest jakoby projekt był "furtką, by ci, którzy nie mają statusu artysty, nie mogli wydawać książek czy śpiewać po domach kultury".

Najważniejsze: to nie jest ustawa wymierzona przez rząd w nieświadomych artystów. Powstała na zlecenie ministerstwa w Narodowym Instytucie Fryderyka Chopina, który najpierw, w czasie Ogólnopolskiej Konferencji Kultury, a potem w czasie spotkań z przedstawicielami środowiska de facto napisał ją razem z artystami. Proszę mi wierzyć, że to całe środowisko jest dziwne, egotyczne, swarliwe, a mimo to dogadaliśmy się i ze sobą i z przedstawicielami władzy, z którą większości z nas nie jest po drodze. Niech to świadczy o tym, jak ważny jest to projekt

 - mówił pisarz.

A ważny jest dlatego, że mało kto o tym wie, iż artysta jest obecnie w polskim systemie prawnym nikim. Nie jesteśmy pracodawcami, pracownikami, przedsiębiorcami, nie jesteśmy nawet przedstawicielami wolnych zawodów. Czyli gdybym chciał pójść do ZUS jako pisarz i powiedzieć, że chcę sobie sam płacić ubezpieczenie emerytalne, nie mam takiej możliwości. I faktycznie taki był pierwszy zamysł tej ustawy - żeby w ogóle dostrzec to, że jest taka grupa zawodowa

 - wyjaśnił pisarz.

Po drugie - jak podkreślił - ustawa miałaby stać się furtką do tego, żeby tę grupę zawodową objąć ubezpieczeniem społecznym.

Ale nie na zasadzie, że państwo da, tylko żeby umożliwić nam ubezpieczanie się samemu. Z dodatkową furtką tzw. Funduszem Artysty Zawodowego mówiącą, że osoby będące artystami zawodowymi, które utrzymują się z tego, że tworzą tkankę kulturową w Polsce, dziedzictwo narodowe dla przyszłych pokoleń, którzy się ubezpieczają, a chwilowo cienko przędą, będą dostawali dopłatę do składki ZUS z tego Funduszu. Który, podkreślmy, nie ma być finansowany z budżetu, tylko z tzw. opłaty od czystych nośników

 - zauważył.

Ważne jest, że to rzecz absolutnie dobrowolna. Ja, Zygmunt Miłoszewski, mogę sobie pisać książki, wydawać, sprzedawać w księgarniach i nie potrzebuję do tego żadnego glejtu, statusu czy legitymacji. Ale jeśli chcę, to jako pisarz z dorobkiem, utrzymujący się w większości z działalności artystycznej, mogę złożyć wniosek i dostanę legitymację i np. będę mógł się ubezpieczyć. Ale nie muszę z tego korzystać

- zaakcentował artysta.

Jego zdaniem istotne jest, że cały ten system jest bardzo samorządny.

Rada Funduszu, kontrolująca cały system merytorycznie, ma 19 członków, z tego 14 jest powoływanych przez środowiska twórcze. Walczyliśmy także, żeby tam nie było żadnego elementu oceny jakościowej, z tego może korzystać i kompozytor muzyki poważnej i pieśniarz disco polo, jeśli tylko jest artystą zawodowym

 - zaznaczył.

Dla środowiska artystycznego to zmiana rewolucyjna i pozytywna. Stajemy się widoczni w systemie ubezpieczeń społecznych i to jest najważniejsze. To jest rozwiązanie skierowane jedynie do artystów zawodowych, którzy utrzymują się ze sztuki, budują tkankę kulturalną i którzy przede wszystkim chcą z tego skorzystać. Tak wygląda ustawa w swoim obecnym kształcie. Rozumiem, że to jest okres przedwyborczy i wszystko jest gorące, ale my nad tą ustawą jako środowisko pracujemy od dwóch lat, nie jesteśmy zaskoczeni, nikt nam nie wbija noża w plecy. Wręcz przeciwnie, jest to pierwsza sytuacja - mam wrażenie od 30 lat - kiedy mamy z kim rozmawiać

 - dodał Miłoszewski.