"To zimny prysznic dla ministra finansów oraz prezesa banku centralnego. Ani rząd, ani prognozy nie wskazywały na tak duży wzrost bezrobocia" - twierdzi Viktor Munkhammar, ekspert dziennika gospodarczego "Dagens Industri".

Według niego niepokojące były już dane za lipiec, gdy stopa bezrobocia osiągnęła 6,9 proc.

Po ogłoszeniu słabych danych na rynku pracy za sierpień, który z racji prac sezonowych powinien być bardziej optymistyczny, doszło do osłabienia wartości korony szwedzkiej.

Szwedzka minister finansów Magdalena Andersson zwołała konferencję prasową, podczas której przekonywała, że "Szwecja jest dobrze przygotowana na nadchodzące spowolnienie gospodarcze". Zadeklarowała, że rząd przeznaczy 1,3 mld koron (121,5 mln euro) na działania mające poprawić sytuację na rynku pracy.

W budżecie na 2020 r. zarezerwowano 427 mln koron (39,9 mln euro) na utworzenie dotowanych przez państwo 2,2 tys. miejsc pracy oraz 281 mln koron (26 mln euro) na szkolenie zawodowe bezrobotnych. W planach jest także wydanie 48 mln koron (4,5 mln euro) na stworzenie specjalnych etatów dla uchodźców. Kwota 193 mln koron (18 mln euro) w wyniku przetargów ma trafić do prywatnych firm pośredniczących w znalezieniu pracy.

Szwecja jest w trakcie budzącej kontrowersje reformy państwowych urzędów pracy, których znaczna część została w tym roku zlikwidowana. Sprawujący władzę od 2014 r. socjaldemokratyczny rząd chciał, aby bezrobocie w Szwecji było najniższe w UE do 2020 r. Z tej obietnicy z czasem jednak politycy wycofali się.

W Szwecji, mimo rosnącego bezrobocia, wciąż brakuje rąk do pracy w służbie zdrowia czy opiece nad osobami starszymi. Za to najwyższe bezrobocie jest w prostych zawodach, niewymagających znajomości języka. Obecnie na szwedzkim rynku takich miejsc pracy jest jedynie 4,7 proc.