Zresztą wcześniej zarówno Brytyjczycy, jak i Francuzi doskonale wiedzieli o tajnym protokole do układu niemiecko-sowieckiego z 23 sierpnia, ale nie chcieli Polski o tym fakcie poinformować. W ich interesie było, aby biła się z Hitlerem jak najdłużej i nie zniechęcała się mimo beznadziejnej sytuacji. Z ich strony kalkulacja była prosta: każdy zabity Polak to niezabity Brytyjczyk lub Francuz. Do tego jeszcze dużą dyplomatyczną uprzejmość zrobił im wódz naczelny Edward Rydz-Śmigły, który po sowieckim ataku zadecydował, że Polska jednak nie jest w stanie wojny z Sowietami. Sprawił tym, że zarówno Londyn, jak i Paryż nie musiały w stosunku do ZSRS wykonywać żadnych, nawet dyplomatycznych, gestów sprzeciwu. To smutna historia, która pokazuje, jak kończy się naiwność w polityce. A taką z pewnością wykazały się władze II RP w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy tego nieszczęsnego roku 1939.