Z budżetem w wysokości 27 milionów złotych film plasuje się w ścisłej czołówce najdroższych produkcji w historii polskiego kina. Na potrzeby filmu wykopano ok. 550 metrów okopów. Mnóstwo pracy mieli także kostiumografowie i rekwizytorzy: dla filmowych legionistów uszyto 28 mundurów i czapek, a także 40 kompletów strojów cywilnych, zużywając ponad tysiąc metrów bieżących materiału. Powstało też 100 replik plecaków używanych przez austriackie wojsko, wykorzystane zostało 780 par butów. Wśród rekwizytów używanych na planie pojawiły się m.in. autentyczna lornetka rotmistrza Dunin-Wąsowicza, pistolet colt z czasów powstania styczniowego (dziś własność pisarza Waldemara Łysiaka), a także samochód Lorraine-Dietrich z 1913 roku – najstarsze jeżdżące auto w Polsce. Zadbano również o wiarygodne repliki używanej przez legionistów broni. W filmie zobaczymy więc austriackie karabiny Mannlicher M1895, rosyjskie karabiny Mosin, niemieckie CKM-y Maxim, trzy armaty wzór 1902 (po raz pierwszy w polskim kinie grały 3 armaty tego samego typu jednocześnie – np. w „Bitwie Warszawskiej” pojawiła się tylko jedna).

Na uroczystej gali pojawili się twórcy filmu i niemal wszyscy aktorzy.  
 
Adam Borowski i Tomasz Łysiak przyszli do mnie pewnego dnia i powiedzieli, ze trzeba zrobić film o legionach. Pomyślałem, że to jest kompletnie wariacki i nierealny pomysł. Później pomyślałem, jak nierealna i wariacka była historia, którą mielibyśmy opowiedzieć. Milion razy nierealne było to co zrobili ci ludzie sto lat temu. Jakże można było nie wierzyć, że ten film powstanie, skoro oni wierzyli w rzecz milionkroć trudniejszą i ryzykowną.

- powiedział producent filmu Maciej Pawlicki.

Myśl o filmie zrodziła się w 2014 roku, w setną rocznicę czynu legionowego. Jak sobie państwo przypomną, nie było wtedy żadnego przedsięwzięcia, które by zapadło w pamięć na stulecie tego wydarzenia. Pomyślałem, że skoro w 1910 roku, kiedy Polski nie było, Polacy postawili pomnik grunwaldzki i wydali przepiękny album na 500-lecie bitwy pod Grunwaldem, to przecież my na 100-lecie Niepodległości też musimy zrobić coś wielkiego. Nie możemy pominąć rocznicy czynu legionowego. Wtedy zrodził się pomysł na film. Wielu moich przyjaciół wie, jaką drogę krzyżową przeszliśmy przy tym projekcie, ale to jest nieważne. Jestem szczęśliwym człowiekiem, bo zobaczą państwo na ekranie tych, którzy swój los rzucili na stos. Mamy film. Jestem przekonany, że zapadnie wam w serca. Stała się rzecz, która nie powinna się zdarzyć. Przychodzi facet spoza branży z pomysłem na najdroższy film ostatniego dziesięciolecia. I to się wydarzyło. Otwórzcie serca na tych, którzy dla nas niepodległość wywalczyli.

- mówił Adam Borowski.
 
Wśród przybyłych gości byli m.in.: premier Mateusz Morawiecki, minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, minister energii Krzysztof Tchórzewski, minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Paweł Lewandowski,  wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin, a także Antoni Macierewicz.

Jesteśmy dziś spadkobiercami tamtych wspaniałych legionistów, powstańców śląskich, którzy – jak sobie wyobrażam – w jakiej matni wtedy byli, kiedy mieli do wyboru wielkie, silne państwo zwycięskie i Polskę biedną, otoczoną z każdej strony, z bolszewikami u wrót Warszawy… i wybrali Polskę!! Myślę, że taka historia powinna dawać nam dzisiaj ogromną siłę do przetrwania wszystkich trudnych momentów, do dalszej walki o lepszą Polskę.

- podkreślił premier Mateusz Morawiecki po premierze filmu.

Po projekcji filmu nasz reporter rozmawiał między innymi z aktorami: Antonim Pawlickim, Mirosławem Baką, Wiktorią Wolańską, Sebastianem Fabijańskim. A także z Adamem Borowskim oraz Tomaszem Sakiewiczem.

Myślę, że jest to produkcja na miarę polskich produkcji, produkcja z dużym rozmachem i dobrze zrealizowanym rozmachem. Sceny batalistyczne, czy w ogóle przygotowanie całego anturażu, lokacje, kostiumy, to wszystko jest dopracowane, w związku z tym nie ma lipy. To jest dobrze zrobiony film

- mówił aktor Mirosław Baka.

Kawałek losów ludzkich w bardzo ciężkich czasach, myślę, że pięknie sfotografowany o marzeniach, czasami kompletnie nieadekwatnych do okoliczności - w przypadku mojego bohatera. (...) Myślę, że jest to wartościowy film, przede wszystkim z ludźmi na pierwszym planie

- powiedział z kolei Sebastian Fabijański.

Głos w sprawie filmu zabrał również obecny na premierze redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz.

Trudno komentować film, przy którym jest się non stop wzruszonym

- zaznaczył Sakiewicz.

Redaktor naczelny "Gazety Polskiej" powiedział, że jego dziadek był legionistą, ale znał go tylko z opowieści rodziny.

Genialne sceny batalistyczne, najwyższej klasy kino pod tym względem. I wątek hollywoodzki typowego trójkąta miłosnego. Myślę, że to jest ważne, bo dla młodych ludzi ten film jest po prostu o życiu

- podkreślił T. Sakiewicz.