Obraz nagrodzono owacjami, a wśród widzów dominują głosy, że wreszcie mamy znakomity film historyczny, który wzrusza i fenomenalnie opowiada o historii sprzed stu lat.
Po projekcji filmu głos zabrał Adam Borowski, który jeszcze raz podziękował wszystkim twórcom. Zwrócił też uwagę na osobę, która jego zdaniem przyczyniła się do powstania tej produkcji.

Jest człowiek, bez którego tego filmu by nie było. I serdecznie z tego miejsca chcę mu podziękować, bo uwierzył, że szarża pod Rokitną wróci do polskiej świadomości przez nasz obraz. On w to wierzył, a mnóstwo ludzi nie wierzyło. Tym człowiekiem jest ówczesny minister finansów, a obecnie premier RP Mateusz Morawiecki.
 - powiedział Adam Borowski, zapraszając premiera na scenę.

Dziękuję Darkowi Gajewskiemu, że w legionistach dostrzegł ludzi z krwi i kości. Gdyby nie sto lat, pewnie byliby jak wielu z nas. Ale oni żyli w zupełnie innych okolicznościach.
- podkreślił premier.

Dodał też, że kiedy kilka dni temu był pod Lublinem, zajrzał na pole bitwy legionistów pod Jastkowem. 

We wspomnieniach z tej bitwy jeden z jej uczestników pisał, że nastroje się trochę poprawiły, bo po dwóch dniach walki dostali pierwszy posiłek. Wyobraźmy sobie jak to musiało wyglądać. Jaką siłę ducha, jaki hart wykazywali nasi pradziadowie w tamtych strasznych, niesamowitych czasach, kiedy decydowały się losy Polski. Wdzięczność wobec nich musi mieć wymiar trudny do wyobrażenia. W moim sercu ona taka jest.
- powiedział Mateusz Morawiecki, dodając, że dzieje, które przedstawia film to nie są tylko dzieje nawijane na szpulę filmową, ale dzieje nawijane na szpulę historii, która się kręci od ponad tysiąca lat. 

Jesteśmy dziś spadkobiercami tamtych wspaniałych legionistów, powstańców śląskich, którzy – jak sobie wyobrażam – w jakiej matni wtedy byli, kiedy mieli do wyboru wielkie, silne państwo zwycięskie i Polskę biedną, otoczoną z każdej strony, z bolszewikami u wrót Warszawy… i wybrali Polskę!! Myślę, że taka historia powinna dawać nam dzisiaj ogromną siłę do przetrwania wszystkich trudnych momentów, do dalszej walki o lepszą Polskę.
- podkreślił premier.

Mateusz Morawiecki zauważył też, że tak dobrych filmów o legionach powinno już być wiele, tak jak o Bitwie Warszawskiej czy Powstaniu Warszawskim.

Powinny być wśród nich perły. Zaczęły się pojawiać w końcu i bardzo serdecznie dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili.
- podkreślił premier.

Z budżetem w wysokości 27 milionów złotych film plasuje się w ścisłej czołówce najdroższych produkcji w historii polskiego kina. Wystąpiło tu 123 aktorów, 53 kaskaderów, ponad 550 osób z grup rekonstrukcyjnych, setki statystów. Wykorzystano 220 koni. Na potrzeby filmu wykopano ok. 550 metrów okopów. Mnóstwo pracy mieli także kostiumografowie i rekwizytorzy: dla filmowych legionistów uszyto 28 mundurów i czapek, a także 40 kompletów strojów cywilnych, zużywając ponad tysiąc metrów bieżących materiału. Powstało też 100 replik plecaków używanych przez austriackie wojsko, wykorzystane zostało 780 par butów. Wśród rekwizytów używanych na planie pojawiły się m.in. autentyczna lornetka rotmistrza Dunin-Wąsowicza, pistolet colt z czasów powstania styczniowego (dziś własność pisarza Waldemara Łysiaka), a także samochód Lorraine-Dietrich z 1913 roku – najstarsze jeżdżące auto w Polsce. Zadbano również o wiarygodne repliki używanej przez legionistów broni. W filmie zobaczymy więc austriackie karabiny Mannlicher M1895, rosyjskie karabiny Mosin, niemieckie CKM-y Maxim, trzy armaty wzór 1902 (po raz pierwszy w polskim kinie grały 3 armaty tego samego typu jednocześnie – np. w „Bitwie Warszawskiej” pojawiła się tylko jedna).
[polecam:https://input.niezalezna.pl/288413-premiera-filmu-legiony-udzielila-mi-sie-atmosfera-tej-ostatniej-sceny-fotorelacja]

Wcześniej kulisy powstawania filmu wspominali producenci: Maciej Pawlicki i Adam Borowski:

Adam Borowski i Tomasz Łysiak przyszli do mnie pewnego dnia i powiedzieli, ze trzeba zrobić film o legionach. Pomyślałem, że to jest kompletnie wariacki i nierealny pomysł. Później pomyślałem, jak nierealna i wariacka była historia, którą mielibyśmy opowiedzieć. Milion razy nierealne było to co zrobili ci ludzie sto lat temu. Jakże można było nie wierzyć, że ten film powstanie, skoro oni wierzyli w rzecz milionkroć trudniejszą i ryzykowną.
- powiedział producent filmu Maciej Pawlicki.

Adam Borowski mówił natomiast o tym, kiedy zrodził się pomysł na film.

Myśl o filmie zrodziła się w 2014 roku, w setną rocznicę czynu legionowego. Jak sobie państwo przypomną, nie było wtedy żadnego przedsięwzięcia, które by zapadło w pamięć na stulecie tego wydarzenia. Pomyślałem, że skoro w 1910 roku, kiedy Polski nie było, Polacy postawili pomnik grunwaldzki i wydali przepiękny album na 500-lecie bitwy pod Grunwaldem, to przecież my na 100-lecie Niepodległości też musimy zrobić coś wielkiego. Nie możemy pominąć rocznicy czynu legionowego. Wtedy zrodził się pomysł na film. Wielu moich przyjaciół wie, jaką drogę krzyżową przeszliśmy przy tym projekcie, ale to jest nieważne. Jestem szczęśliwym człowiekiem, bo zobaczą państwo na ekranie tych, którzy swój los rzucili na stos. Mamy film. Jestem przekonany, że zapadnie wam w serca. Stała się rzecz, która nie powinna się zdarzyć. Przychodzi facet spoza branży z pomysłem na najdroższy film ostatniego dziesięciolecia. I to się wydarzyło. Otwórzcie serca na tych, którzy dla nas niepodległość wywalczyli.
- mówił Adam Borowski