O skandalu piszą dzienniki "L'Echo" i "De Tijd", które podają, że śledztwo dotyczy wydarzeń, gdy Reynders był ministrem spraw zagranicznych i ministrem obrony. Grono podejrzanych jest większe, a oskarżenie wniósł były agent wywiadu.

Mężczyzna pracował od 1 marca 2007 r. do 1 marca 2018 r. dla służb wywiadowczych i bezpieczeństwa kraju, głównie w dziale ekonomicznym. Dzięki swoim informatorom i własnym dochodzeniom odkrył różne praktyki korupcyjne i pranie brudnych  pieniędzy. Agent twierdzi, że wiele przetargów publicznych zostało sfałszowanych: np. ten dot. budowy ambasady belgijskiej w Kinszasie. Według niego, łapówki mieli wręczać handlarze bronią i jeden z kandydatów na prezydenta Konga. Jak zaznacza gazeta, agent przy każdym zarzucie podaje nazwiska oraz nazwy firm"

- pisze korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon.

Według informatora prokuratury - np. sprzedawano niezbyt cenne dzieła sztuki, których cena była zawyżana, a dzięki temu prano pieniądze pochodzące z nielegalnych źródeł. Wątpliwości budzi również wartość nieruchomości należących do polityka.

Kolejne oskarżenia formułowane przez agenta związane są z obrotem nieruchomościami. Doradca w gabinecie Reyndersa miał się stać właścicielem wielu nieruchomości, których zakupu nie da się uzasadnić biorąc pod uwagę jego oficjalne dochody.

Dziennikarze "L’Echo" twierdzą, że mieli dostęp do 5 tajnych raportów byłego agenta, które zostały napisane w latach 2009-2011. Z dokumentów wynika, że zwracał już wtedy uwagę na korupcyjne praktyki i pranie brudnych pieniędzy. Dziennikarze zaznaczają, że raporty te nie mogą być "dowodami" i nigdy nie zostały przekazane wymiarowi sprawiedliwości

- dodaje Szymańska-Borginon.

Teraz prokuratura prowadzi wstępne postępowanie i weryfikuje materiał dostarczony przez agenta.

"Rzecznik prasowy Reyndersa skomentował te doniesienia podkreślając, że pochodzą "bez wątpienia od tego samego człowieka, który nieustannie próbuje szkodzić"" - pisze dziennikarka RMF FM.