Odnosząc się do relacji amerykańsko-chińskich w kontekście współpracy gospodarczej, Spalding nawiązał do konkretnych incydentów. „Były przypadki, gdzie wspomniana chińska firma, która konkurowała z firmą z USA, chciała zabrać im klientów bądź skopiować listę produktów, aby konkurować z nimi bezpośrednio na rynku.  W danej sytuacji, owa firma musiała mieć dostęp do wszystkich informacji, a byli w stanie je zdobyć. A tak naprawdę to, z czego nie zdajemy sobie sprawy, to to, że za tym wszystkim stało państwo” - mówił.

Tu mamy sytuację, w której wykorzystywane są aparaty państwowe i wywiadowcze, a następnie cały system bankowy państwa, który wykorzystuje zasadniczo zasoby całego kraju. W przypadku firm, które atakują firmy z innych państw dane metody wykraczają daleko poza normy do jakich jesteśmy przyzwyczajeni

- tłumaczył.

Na pytanie co przekonało amerykańskie firmy do przeniesienia bazy produkcyjnej, działów badań i rozwoju do Chin odpowiedział, że „Amerykanom zależało na możliwości zwiększenia swoich marż zysku poprzez wykorzystanie taniej siły roboczej i niskich standardów ochrony środowiska”.

Kiedy mieszkałem w Chinach w latach 2002 - 2004 prawie każda firma z listy Fortune 500 wybudowała tam fabryki tylko w tym celu. Nie mówię tu o partnerstwie, w ramach którego dane firmy produkują towary w Chinach, a następnie odsyłają je z powrotem do Stanów Zjednoczonych i czerpią z tego zyski. To coś co naturalnie szkodzi Amerykanom, ponieważ od czasu wejścia Chin do Światowej Organizacji Handlu, wiele osób straciło swoje miejsca pracy, ale poważny problem tej relacji zaczął się wtedy, gdy Chiny zażądały dostępu do technologii, której nie mogły mieć.  Nie mówimy tu o niskiej jakości produkcji, a o przeniesieniu całej własności intelektualnej lub zastrzeżonej technologii firmy do Chin w celu przejęcia tej branży

- tłumaczył.

Jako cel Chińskiej Partii Komunistycznej określił „utrzymanie władzy, której potrzebują, aby zapewnić spójne zatrudnienie oraz utrzymanie poziomu stałego zatrudnienia”.