Posłankę PO, minister środowiska w gabinecie cieni tej partii, zapytaliśmy, jak ocenia protest Greenpeace w Gdańsku.

Organizacje pozarządowe stosują metody działania właściwe dla nich. Komentowanie z punktu widzenia, jak ja to widzę ze strony państwowej, jest do końca nieuprawnione. To są różne rzeczywistości. Organizacje mają prawo w sposób właściwy, zgodny z prawem protestować, wyrażać swoją opinię. Greenpeace to światowa organizacja, która odnosi się do światowych zagrożeń związanych ze zmianami klimatu i zagrożeń wynikających z masowego importu węgla - ogólnie, bo jeśli chodzi o węgiel z Mozambiku to jest to węgiel przemysłowy. Chodzi tutaj bardziej o pokazanie, że importujemy ogromne ilości węgla, a jednocześnie nie transformujemy naszej przestarzałej energetyki

- odpowiedziała.

Na pytanie o to, co sądzi o reakcji służb w sprawie aktywistów Greenpeace, Gabriela Lenartowicz odpowiedziała:

Moim kobiecym okiem i okiem demokratki, bo jestem z pokolenia Sierpnia '80 - wszystkie siłowe rozwiązania budzą w nas opór. Zwłaszcza, że nie są właściwe dla państwa demokratycznego. Musi być współmierność zagrożenia ze stosownymi metodami. 

Zapytana o to, czy Greenpeace nie powinno zareagować współmiernie do wycieku ścieków do Wisły, posłanka PO wskazała, że "jeśli chodzi o wyciek ścieków do Wisły to jest to zupełnie inna skala - tu chodzi o zjawiska związane z klimatem i zademonstrowanie swoich postaw, a tu jest kwestia awarii, czystej awarii, które się zdarzają".

Nie ma instalacji, co do której jest 100 proc. pewność. Nie wiadomo czy tu było zawinione, czy nie, czy niedopatrzenie przy budowie - to trudno stwierdzić. Ale jest to awaria, a skutki dla środowiska są. Wiele organizacji pozarządowych się wypowiadało w tej sprawie. Myślę, że nie wymagało to demonstracji, bo nikt nie zaprzeczał, że ta awaria jest i, że trzeba jej przeciwdziałać czy też ograniczać jej skutki

- dodała.