Podczas sobotniej konwencji programowej w Lublinie szef PiS przedstawił "hattrick" wyborczy, który przewiduje m.in. podniesienie pensji minimalnej do 3000 zł na koniec 2020 r., do 4000 zł w 2023 r., podwójną trzynastą emeryturę w 2021 r., równe dopłaty dla rolników. Premier Mateusz Morawiecki podczas konwencji zapowiedział, że od stycznia 2020 r. płaca minimalna miałaby wynieść 2600 zł.

Kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera gościła dziś w TOK FM. Pytana była o wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego.

– Nihilizm, model rodziny bardzo precyzyjnie opisany, tak jak w elementarzu: tata, mama, dwoje dzieci, mówi prezes PiS. To pokazuje, że rzeczywiście PiS boi się, że traci wyborców, że ludzie, którzy zagłosowali na nich w poprzednich wyborach odchodzą, więc cementuje tych wszystkich, którzy bez większej refleksji słuchają tego, co mówi prezes i wierzą, że to, co mówi jest bardzo mądre. Używa słów niezrozumiałych w większości dla jego elektoratu, podwyższając swój autorytet

– wypaliła Kidawa-Błońska.

A więc zasugerowała, że wyborcy PiS to ćwierćinteligenci, którzy nawet nie są w stanie zrozumieć, co Jarosław Kaczyński mówi do nich na spotkaniach wyborczych i poprzez media.

 

Poza tym dowiedzieliśmy się, że zdaniem Kidawy-Błońskiej Prawo i Sprawiedliwość... boi się, że „traci swoich wyborców”.

Prowadzący przypomniał, że w 2007 r. na Platformę Obywatelską głosowało ponad 6 mln wyborców, a dla porównania w 2015 r. było to już tylko nieco ponad 3 mln osób. Kidawa-Błońska oceniła, że „elektorat, który na Platformę przestał głosować, czeka, żeby potraktować ich poważnie”.

– Mieli do nas pretensję, ale wydaje się, że te lata bycia w opozycji, tę lekcję odrobiliśmy i zaczynamy znowu ze sobą rozmawiać, i to dobrze rozmawiać – powiedziała.