"Przyjmujemy właśnie zawiadomienie o przestępstwie, to jest naruszenie miru domowego" - powiedziała około południa rzecznik prasowa komendanta wojewódzkiego policji w Gdańsku podinsp. Joanna Kowalik-Kosińska.

Dodała, że chodzi o wtargnięcie osób nieuprawnionych na teren portu, za co grozi kara do roku pozbawienia wolności. "To jest odpowiedzialność prawno-karna. Jest też (odpowiedzialność) cywilno-prawna, ale to już pomiędzy portem a tymi osobami - pewnie jakieś sprawy odszkodowawcze" - wskazała Kowalik-Kosińska.

Policja spotkała się z przedstawicielami portu i podjęto decyzję, że zostanie złożone zawiadomienie o przestępstwie. Nikt nie został zatrzymany. Aktywiści nadal przebywają na dźwigach. Policjanci zabezpieczają teren i - jak podkreśliła rzecznik - "będą starali się zakończyć sprawę w sposób jak najbardziej bezpieczny".

Na miejscu nadal pracuje kilkunastu policjantów.

We wtorek do prokuratury wpłynęły akta sprawy dotyczącej dwojga obcokrajowców z Greenpeace, zatrzymanych przez Morski Oddział Straży Granicznej, w związku z blokadą przez tę organizację ekologiczną w gdańskim porcie statku z transportem węgla z Mozambiku. Jak informowaliśmy dwa dni temu - aktywiści Greenpeace postanowili zaatakować statek. Popłynęli za nim, a następnie... zdewastowali burtę, malując napis "węgiel stop". Dodatkowo, żaglowiec Rainbow Warrior wpłynął do portu i rzucił kotwicę przy terminalu węglowym, uniemożliwiając rozładunek węgla.

Zatrzymane przez funkcjonariuszy Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku osoby to obywatel Hiszpanii, kapitan żaglowca "Rainbow Warrior", należącego do Greenpeace oraz aktywistka tej organizacji z Austrii, która pływała na pontonie w porcie. Są oni podejrzewani o naruszenie przepisów bezpieczeństwa żeglugi i ustawy o straży granicznej.