Podczas konwencji wyborczej PiS w Lublinie przedstawiony został "hattrick" Jarosława Kaczyńskiego. Zakłada on wyższe płace, podwójną trzynastą emeryturę w 2021 r., równe dopłaty dla rolników. Zgodnie z nim na koniec 2020 r/ pensja minimalna ma wynosić 3 tys. zł, a na koniec 2023 r. - 4 tys. zł. Obecnie płaca minimalna wynosi 2250 zł, a minimalna stawka godzinowa 14,70 zł.

Podwyższaliśmy pensję minimalną w ostatnich latach. Mam wrażenie, że w okresie wyborczym szczególnie Platforma Obywatelska dostaje gorączki, gdy konsekwentnie dzielimy się efektami wzrostu gospodarczego ze wszystkimi obywatelami, również z tymi, którzy zarabiają najmniej

– powiedział.

Zwrócił uwagę, że 2600 zł jest kwotą brutto. „Nie miejmy jakichś wrażeń, że to są gigantyczne pieniądze, natomiast i tak dużo większe niż w ostatnich latach”.

– Mnie ta reakcja Platformy dziwi. A 4000 zł brutto – mówimy o perspektywie końcówki 2023 r. Wzrost płac w tym okresie będzie jeszcze wielokrotny, w związku z tym bierzmy pod uwagę, że to będzie zupełnie inne odniesienie niż do obecnej sytuacji na rynku pracy

– zadeklarował rzecznik rządu.

Część organizacji pracodawców odnosi się do kwestii wzrostu płac krytycznie. Mówią, że pensje powinny wzrastać, ale tylko tak szybko, jak wzrastają wskaźniki związane z efektywnością.

– Jeżeli chcemy w Polsce budować klasę średnią z prawdziwego zdarzenia, jeżeli  nie chcemy, żeby nie było takich dużych różnic społecznych, to udział procentowy płacy minimalnej w średniej płacy powinien się nieco zwiększać. To jest ambicją polskiego rządu, aby ten udział był wyższy niż dotychczas

- stwierdził Muller.

Ocenił, że na tym polega właśnie różnica między neoliberałami z czasów lat 90 i to, co było fundamentem III RP, a rządem PiS.

– My staramy się w zrównoważony sposób ten bilans zachować, ale w sposób bezpieczny. To trzeba podkreślić, to wszystko jest bezpieczne, również dla pracodawców

– podkreślił Piotr Muller.