„Funkcjonuję w seniorskiej piłce, jako zawodnik i trener, ponad 50 lat i nie przypominam sobie, aby w meczu o punkty jakaś drużyna tak nas zdominowała jak Austriacy w poniedziałek. Rywale nas dosłownie zdeptali. Posiadanie piłki było 63 do 37 na korzyść gości, ale można było odnieść wrażenie, że fragmentami wynosiło nawet 80 do 20. Nasza gra defensywna przypominała mi starego szczypiorniaka, w którym rywalizowało się 11 na 11. To była obrona na kole w systemie 1-9-1. Na szczęście Austriacy nie mieli w swoich szeregach typowego egzekutora, bo Arnautovic z czterech sytuacji które miał, dwie powinien wykorzystać

– stwierdził.

Popularny „Bobo” uważa, że biało-czerwoni nie powinni stanowić tła dla Austriaków, którzy nie zaliczają się przecież do topowych zespołów na Starym Kontynencie.

„Nie wiem skąd wzięła się ta słabość i apatia. Mamy klasowych graczy, na czele z Robertem Lewandowskim, który jak na zawołanie zdobywa bramki w Bundeslidze. Przegrany mecz ze Słowenią, a także konfrontacją z Austrią pokazują, że ucieka nam nie tylko czołówka, ale także średniej klasy europejskie zespoły”

– ocenił.

69-letni szkoleniowiec zauważył, że pomimo kiepskiej postawy gospodarze mogli wywalczyć na PGE Narodowym w Warszawie komplet punktów.

Paradoksem, a może urokiem i pięknem tej dyscypliny jest to, że można zrobić dwie akcje i wygrać mecz. Wzorcowa była zwłaszcza akcja, w której Grosicki posłał będącym na wymarciu w polskim wydaniu zagraniem, czyli zewnętrznym podbiciem z rotacją, idealną piłkę do Lewandowskiego, który powinien wykorzystać tę sytuację. Znamienne jest także to, co powiedział po meczu Robert. Przyznał, że była to jedyna bramkowa okazja, w której znalazł się w obu spotkaniach”

– dodał.

Asystent Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski nie ukrywa, że także cztery pierwsze eliminacyjne potyczki, w których podopieczni trenera Jerzego Brzęczka wywalczyli komplet punktów i nie stracili gola, nie mogły nastrajać zbyt optymistycznie.

„Wyjazdowe mecze z Austrią i Macedonią Północną mogliśmy przegrać, a z Łotwą, gdyby na miejscu jadącego dwa razy sam na sam zawodnika z pierwszej polskiej ligi znalazł się lepszy napastnik, zremisować. Wyjątkowo szczęśliwa była zwłaszcza wygrana nad Macedonią. Zdecydowane zwycięstwo odnieśliśmy tylko nad Izraelem, bo to spotkanie od początku do końca znajdowało się pod naszą kontrolą. Nadal jesteśmy jednak faworytem grupy. Mamy 13 punktów, zostały nam cztery mecze, z czego dwa u siebie. Ciężko będzie zniweczyć ten dorobek. Dwa zwycięstwa powinny dać nam awans, nawet z drugiej pozycji”

– podkreślił.

Kaczmarek przekonuje, że władze polskiej piłki powinny skoncentrować swoje działania nie tylko na najbliższych mistrzostwach Starego Kontynentu i eliminacjach do nich.

„Nie ulega wątpliwości, że styl naszej reprezentacji, pomysł na grę i sposób wykonania pozostawia wiele do życzenia. Należy też wziąć pod uwagę, że dla wielu piłkarzy 30+ stanowiących w dodatku oś zespołu, mistrzostwa Europy mogą być ostatnią poważną imprezą. Trzeba iść w kierunku odnowy i szukać następców. A największa bolączka i główny niedostatek polskiej piłki to brak lewonożnych piłkarzy. Widać było jak lewonożny Słoweniec Josip Ilicic załatwił całą naszą reprezentację

– przyznał.

Gdański szkoleniowiec jest zdania, że szwankuje także praca z najmłodszymi zawodnikami.

„Jeśli na dole piramidy oprzemy szkolenie o laptopy, wykresy, schematy, drony i jakieś naukowe określenia, do niczego nie dojdziemy. Nauka jest cenna, bo w swojej praktyce otaczałem się fachowcami i korzystałem z wiedzy mądrych ludzi, ale najważniejsza rzecz we wczesnym stadium futbolowej inicjacji to demonstracja. Świętej pamięci Włodek Smolarek, który prowadził indywidualne zajęcia z Robinem van Persie, nie miał pojęcia o pedagogice, o dydaktyce i metodyce nauczania, ale jeśli chodzi prezentację różnych zachowań, sposób reagowania i poruszania się, mało kto mógł się z nim równać. Jego pokazy to była maestria i kunszt”

– podsumował.