Rafał Trzaskowski co prawda – jak sam powiedział – „nie rozumie, co dzieje się w sferze politycznej” i z jakich powodów jest atakowany w związku z tym, że podległa mu instytucja zrzuca w tempie 3 m sześc. na sekundę fekalia do królowej polskich rzek, jednak sprawa oczyszczalni „Czajka” pokazuje, czym w istocie jest polityka.

Politycy wygrywają wybory po to, żeby w naszym imieniu rządzić. Do tego ich zatrudniamy. Oddajemy im narzędzia, za pomocą których są powołani do podejmowania decyzji we wspólnym interesie. Dlatego właśnie mają prawo używać służbowych limuzyn, przestronnych gabinetów, a jeśli pełnią odpowiednio wysokie funkcje – również samolotów i innych błyskotek. Wraz z narzędziami do sprawowania władzy rządzący przejmują odpowiedzialność za skutki swoich decyzji. Niczym przełożony pracownika w systemie demokratycznym, my wszyscy rozliczamy polityków w ustalonym czasie z efektów ich pracy. W tym sensie wszystko, co związane jest z decyzjami polityków, jest częścią przestrzeni politycznej. Jest polityką. Polityką może być więc nie tylko system odprowadzania ścieków w dużym mieście, lecz także rzeczy pozornie apolityczne, jak na przykład obiecana przez prezydenta Warszawy w kampanii darmowa komunikacja miejska dla licealistów. Sprawa jest polityczna, niezależnie od tego, czy jest obietnicą wyborczą zrealizowaną, czy może zarzuconą, kiedy proza politycznego życia w czasie kadencji wymusza taką decyzję. Sprawami politycznymi są również zagadnienia, o których przez lata byliśmy przekonywani, że polityczne nie są. Jak na przykład wartość należących do państwa firm. Polskie Linie Lotnicze LOT w roku 2012 straciły około 400 mln naszych złotówek. Nadzorujący te i inne przedsiębiorstwa ówczesny premier z rozbrajającą szczerością twierdził przed laty, że polski podatnik nie będzie utrzymywał tego przedsiębiorstwa bez końca, sugerując, że firmę trzeba sprzedać. Jednak kilka lat później ta sama firma zaczęła przynosić zyski. W roku 2018 było ich kilkaset milionów. Czy to jest polityka? Przez lata słyszeliśmy, że nie. Że niewidzialna ręka rynku sama w naturalny sposób reguluje finanse, że państwu nic do tego, a kapitał nie ma narodowości. Jednak gdyby brzydzący się polityką politycy Platformy podjęli kilka lat temu decyzję o sprzedaży polskich linii lotniczych, dzisiaj firma lub to, co pozostałoby po niej, przynosiłaby pieniądze komuś innemu. Niewykluczone, że np. linii lotniczej powiązanej z innym państwem. Ale to tylko jeden przykład, a jest ich cała masa. Przed komisją śledczą do spraw podatku VAT Donald Tusk swego czasu mówił, że absurdem byłoby zakładać, iż on jako premier zainteresowany był tym, aby z podatku VAT wpływało do polskiego budżetu jak najmniej pieniędzy. Przecież taka sytuacja zmniejszyłaby jego możliwości realizacji polityki. W pewnym sensie trudno się z Tuskiem nie zgodzić. Chciał, żeby pieniędzy było więcej, tylko że w konsekwencji jego działań pieniędzy było coraz mniej. Kiedy powiększająca się m.in. w wyniku działań złodziei luka podatku VAT zaczęła wpływać negatywnie na budżet – Tusk podjął polityczną decyzję. Zwiększył stawkę VAT. Uznał, że skoro złodzieje kradną pieniądze z szafki, która nazywa się VAT, to należy do tej szafki włożyć więcej pieniędzy, bo złodzieje z całą pewnością kraść będą tylko to, co kradli do tej pory, resztę zostawiając w spokoju. Niestety okazało się, że kradną jeszcze więcej. Nieudolność? Zła wola? Nie wiemy. Ale z całą pewnością to polityka, której częścią jest właśnie umiejętność zarządzania wspólnymi pieniędzmi. Wydawałoby się, że Tusk to rozumiał, skoro w 2014 r. zadawał kpiące pytanie o miejsce, w którym zakopane są pieniądze na programy społeczne, które obiecywał w kampanii wyborczej jego konkurent Jarosław Kaczyński. Dziś w kolejnej kampanii Kaczyński zdaje się odpowiadać na to pytanie, mówiąc, że polski budżet „przestał być bankomatem dla grup przestępczych” okradających Polaków. To właśnie w tym bankomacie zakopane były pieniądze. Tusk ich nie widział, bo nie mógł lub nie chciał, nie może się więc dziwić, że dziś pieniądze z luki VAT stają się tematem politycznym. Tak samo jak szambo wybijające z oczyszczalni, w której Donald Tusk pozował do zdjęć tuż przed jej otwarciem. Co jest mianownikiem wszystkich tych spraw? Kompetencje. Umiejętność rządzenia. I właśnie ze sporu o to, kto potrafi, a kto nie potrafi rządzić, stara się uczynić główną oś tej kampanii Jarosław Kaczyński. Dlatego mówi na konwencjach PiS, że „oni nawet gdyby bardzo chcieli, to nie potrafią”, sugerując, że spór polityczny w Polsce idzie o to, kto potrafi rządzić, a kto tylko bajerować. Decyzję w tej sprawie podjąć będziemy musieli my – wyborcy.