Podczas rozmowy dziś wieczorem w TVN24 Tusk został zapytany czy wybiera się na uroczystości upamiętniające 80 rocznicę wybuchu II wojny światowej - które odbędą się w niedzielę w Warszawie.

- Nie, nie wybieram się, ponieważ nie mam żadnych wątpliwości, że organizatorzy tej bardzo ważnej uroczystości w taki sposób postępują żeby dać do zrozumienia, że nie chcą mnie tam widzieć, a ja nigdy nie narzucam się ze swoją obecnością, kiedy wiem, że nie jestem mile widziany

- oświadczył.

Tusk pytany kiedy otrzymał zaproszenie na te uroczystości odparł: „zaproszenie pojawiło się wczoraj na moim biurku”.

- Problem polega na tym, że ja reprezentuje też UE. Wszyscy w Europie staramy się pewne standardy utrzymywać - żalił się.

Na uwagę, że na zaproszeniu skierowanym do Tuska nie wskazano jego funkcji, ale napisano "po prostu pan Donald Tusk", odpowiedział, że "nie lubi dyskusji o tym kto kogo, kiedy zaprosił, czy nie zaprosił, bo to fatalnie świadczy o pewnych standardach czy kulturze politycznej".

- Wszyscy byliśmy jakoś przyzwyczajeni, także w Polsce, do tego, że niezależnie od sporów, nie wszyscy przecież kochają się w polityce, ale pewne reguły, standardy obowiązują - powiedział Tusk.

Tusk dodał, że gdy 10 lat temu jako premier polskiego rządu organizował uroczystości 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, nie miał żadnego problemu, by pierwszym przemawiającym był ówczesny prezydent Lech Kaczyński. Jak również nie miał żadnego problemu rozmawiać na molo z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

 - Nasze relacje nie były łatwe, spór polityczny był wówczas też bardzo gorący, ale szczerze powiedziawszy do głowy by mi nie przyszło żeby łamać reguły i traktować kogoś w sposób taki nieprzystający do dyplomacji - powiedział Tusk o Lechu Kaczyńskim.