Co napisał w oświadczeniu rektor? Nazwiska arcybiskupa nie odważył się w nim użyć, jednak sformułował je tak, by nikt nie miał wątpliwości, o kogo chodzi.

Oto fragmenty oświadczenia:
„Niepokojem napawa fakt, że i hierarchowie Kościoła Katolickiego biorący udział w sporach ideologicznych wokół zjawiska określanego skrótem LGBT używają mowy nienawiści, która może być odbierana jako nawoływanie do zwalczania osób o innych poglądach czy odmiennej orientacji.
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w swych działaniach kieruje się zasadami tolerancji i wzajemnego szacunku
Zapewniam, że nadal zdecydowanie zwalczać będę przejawy agresji słownej i fizycznej, niezależnie od sztandarów, pod jakimi miałyby mieć one miejsce”

- czytamy.

Lesicki – Rektor Nienawiści

Wydaje się, że takim oświadczeniem Lesicki zasłużył na miano „Rektora Nienawiści”, bo zrobił ile się tylko dało dla zaostrzenia nastrojów, insynuując, że kazanie arcybiskupa i inne wypowiedzi hierarchów łączą się z agresją fizyczną.

Jak zareagują na tę insynuację strony sporu? Zwolennicy arcybiskupa i przeciwnicy postulatów ruchu LGBT tacy jak ja, rozzłoszczą się na bezczelność insynuacji rektora. Przeciwnicy wywnioskują, że skoro nawet ktoś o powadze rektora wini za agresję duchownych, to ich niechęć do nich powinna jeszcze wzrosnąć. Jeśli rektorowi zależało na zwiększeniu „nienawiści”, w obu przypadkach po mistrzowsku osiągnął swój cel. Obrażając hierarchów swoją insynuacją rektor zaapelował w stylu cokolwiek orwellowskim o rozwiązywanie sporów „na drodze debaty akademickiej, merytorycznej, wolnej od pogardy i nie obrażającej żadnej ze stron”.

Fisiak niestrudzony i wspaniały

W oświadczeniu rektora uniwersytet jawi się jako ostoja „tolerancji” i „wzajemnego szacunku”. Nie sposób nie zauważyć, że dwa miesiące wcześniej ten sam rektor wskazał, jaki to wzorzec osobowy jest ucieleśnieniem bliskich jemu i jego ekipie wartości. Otóż był nim prof. Jacek Fisiak „Nauczyciel Mistrz” oraz „wspaniały i niestrudzony nauczyciel akademicki”.

Słowa te padły przy okazji pogrzebu rektora Fisiaka, ale były kontynuacją zachowania uczelni wobec owej postaci także za życia. Wystarczy przypomnieć zorganizowanie przez uczelnię imprezy z okazji jego 70. urodzin. Można powiedzieć, że wówczas bezczelność władz uniwersytetu faktycznie przyczyniła się do pojednania na polskiej scenie politycznej: zaprotestowali zgodnie poznańscy politycy PiS i PO, represjonowani przez Fisiaka jako studenci, jednogłośnie protestując przeciwko temu wydarzeniu. Więcej: pojednał na moment Gazetę Polską z Gazetą Wyborczą, która również pisała o tym wydarzeniu krytycznie.

Chcącym dowiedzieć się więcej na ten temat, warto polecić książkę prof. Kazimierza Świrydowicza „Homer czyli R-2: Jacek Fisiak jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa : wybór dokumentów”.

Z tradycji arcybiskupa Antoniego Baraniaka

Nie może być wątpliwości, że dla tego, dla kogo mistrzem był Fisiak, abp Jędraszewski musiał być elementem wrogim. W książce Joanny Sosnowskiej, będącej biografią arcybiskupa, wspomina on, jak w październiku 1981 wygłaszał wykłady z filozofii dla strajkujących studentów: „Późnymi wieczorami chodziłem do strajkujących studentów na różne uczelnie – na Akademię Ekonomiczną, Politechnikę, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza i na Akademię Rolniczą”.

Jak wyglądały te wykłady?

„Kiedy wchodziłem do jakiejś auli, najczęściej widać było zmęczonych młodych ludzi, bardzo często śpiących na ławkach, czasem grających w okręty… Nigdy nie miałem takich wykładów i już nigdy w życiu nic będę miał tego niezwykłego doświadczenia, widząc jak po kilku początkowych zdaniach, studenci zaczynali się nawzajem budzić, podnosić głowy, wzajemnie mobilizować, później z coraz większą uwagą słuchać, niekiedy nawet notować. Oni mimo wszystko, mimo całego zmęczenia, chcieli usłyszeć coś, co miało dla nich smak prawdy”.
- wspominał arcybiskup.

Abp Jędraszewski święcenia kapłańskiej przyjął z rąk arcybiskupa Antoniego Baraniaka. To abp Baraniak wywarł na niego wielki wpływ, to on także wysłał go na studia do Rzymu. Życiorys abp. Baraniaka to przeciwieństwo życiorysu rektora Fisiaka. Aresztowany razem z prymasem Wyszyńskim w 1953 r. przez trzy lata poddawany był brutalnemu śledztwu. Był 145 razy przesłuchiwany, niekiedy po kilkanaście godzin, zrywano mu paznokcie, przetrzymywano przez wiele dni bez ubrania w lodowatej, pełnej fekaliów celi. Mimo okrutnych tortur nie dał się złamać i nie obciążył prymasa Wyszyńskiego, na czym zależało bezpiece. Jego zeznania miały służyć wytoczeniu Prymasowi Tysiąclecia o zdradę państwa i działalność kontrrewolucyjną.

Po śmierci abp. Baraniaka to Jan Paweł II zapytał księdza Jędraszewskiego, co Poznań robi dla pamięci o arcybiskupie Baraniaku. A prawda była taka, że praktycznie nic nie robił, nic nie było o jego przejściach wiadomo. Dlatego gdy otwarto archiwa IPN, biskup Jędraszewski jako naukowiec zaczął badania nad jego życiem i rozpoczął przywracanie pamięci o nim. Plonem tych badań było grube dwutomowe dzieło biskupa Marka Jędraszewskiego „Teczki na Baraniaka”.

Rektorzy „Z pola walki”

Uniwersytet Poznański chce być mekką „tolerancji” i „wzajemnego szacunku”. Jednocześnie na ścianie z dumą wywiesza portret Jacka Fisiaka. Rzecz jasna Fisiak to przykład ekstremalny, ale i kolejne portrety niespecjalnie do tej deklaracji pasują. No bo jak tam było z tolerancją za rektora Benona Miśkiewicza, w PZPR od 1949, członka władz Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, którego Jaruzelski zrobił ministrem szkolnictwa wyższego? Za rektora Alfonsa Klafkowskiego, członka Rady Państwa oraz władz TPPR i PRON? Za rektora Czesława Łuczaka z kwartalnika KC PZPR „Z Pola Walki”?
Miejmy nadzieję, że dożyjemy czasów, gdy zostanie on wyrwany z panowania układów, będących kontynuacją rządów wyżej wymienionych. Bo tradycji Baraniaka i tradycji Fisiaka zwyczajnie pogodzić się nie da.