Muzułmanie zaapelowali o pomoc m.in. do premiera Czech Andreja Babisza.

Budynek, w którym działają muzułmańskie instytucje, należał do prywatnego właściciela i został zajęty przez komornika za niezapłacony rachunek za gaz w wysokości 22 tys. koron (ok. 900 euro).

Muzułmanie zapowiadają, że budynku nie opuszczą.

- Chcieliśmy dobrego i przyjacielskiego współistnienia. W dalszym ciągu chcemy żyć w ten sposób i przynosić korzyść społeczeństwu. Prawo, na podstawie którego do tego doszło, uważamy za niesprawiedliwe i chcemy zwrócić na to uwagę

– powiedział portalowi były właściciel budynku Bader Eknaifith.

Na różnicę miedzy wartością nieruchomości a wysokością zadłużenia zwrócił uwagę adwokat gminy Petr Niemec i zapowiedział odwołanie do Sądu Najwyższego. Podkreślił, że komornik nie wykorzystał wszystkich przewidzianych prawem środków, które pozwoliłyby na kontakt z właścicielem i zastosowanie innych sposobów na uregulowanie długu niż wystawienie nieruchomości na licytację. - Komornik powinien przyjść do budynku i zająć majątek odpowiadający wartości długu – uważa prawnik.

Budynek mieszczący muzułmańskie centrum kupił na licytacji adwokat Jan Myszka, który nie odpowiedział na pytania dziennikarzy, jakie ma plany wobec nieruchomości. Były właściciel utrzymuje, że dostał propozycję odkupienia budynku za 20 mln koron (około 800 tys. euro). Miała też pojawić się propozycja najmu. Biegły sądowy przed licytacją wyceniał nieruchomość na 9,3 mln koron (ponad 350 tys. euro).

„DenikN” podkreślił, że gmina muzułmańska nie otrzymała odpowiedzi na listy z prośbą o pomoc skierowane do premiera Babisza oraz wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych Jana Hamaczka. Także portal, który zwrócił się do polityków z prośbą o komentarz, nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Rzeczniczka Praw Obywatelskich Anna Szabatova poinformowała, że zajmie się sprawą po powrocie z wakacji.