W sprawie afrykańskich imigrantów, którzy nie otrzymali zgody włoskiego rządu na osiedlenie się we Włoszech, zainterweniował hollywoodzki aktor Richard Gere. Gwiazdor postanowił odwiedzić uchodźców przebywających na statku Open Arms, gdzie rozdawał potrzebującym produkty żywnościowe i wodę. Aktor zdecydował się również zaapelować do włoskich władz o przyjęcie imigrantów:

- To niesamowici ludzie. Silni, choć przeżyli horror. Żyli w piekle, byli torturowani, gwałceni, więzieni

- mówił Gere.

Oczywiście aktor wykorzystał okazję, by ponarzekać na... Donalda Trumpa:

- Pochodzę z miejsca, w którym panuje bardzo dziwaczna polityczna sytuacja. Prezydent wkłada mnóstwo energii w odczłowieczanie ludzi. My też mamy w Stanach problemy z uchodźcami z Hondurasu, El Salwadoru, Nikaragui czy Meksyku. To bardzo podobna sytuacja do tej, która ma miejsce tutaj 

- narzekał gwiazdor.

- To się musi skończyć, na całej planecie

- zaapelował.

Na reakcję włoskiego premiera nie trzeba było czekać. Salvini "wsparł" apel aktora, ale postanowił nieco go zmodyfikować. Zdaniem Salviniego to Gere powinien pomóc imigrantom:

- Ten jakże wspaniałomyślny milioner wyraził niepokój o migrantów z Open Arms. Bardzo mu dziękujemy. Niech zabierze ich do Hollywood swoim prywatnym samolotem. Wszyscy na pokładzie mogą dostać od niego pomoc w willach aktora. Dziękujemy, panie Richardzie! 

- ironizuje Salvini.

Co sądzicie o tym pomyśle?