Co ciekawe, prócz nadużywania pozycji istotnym wątkiem krytyki była tu ekologia. Mer Hidalgo z lubością likwiduje bowiem w stolicy ruch samochodowy, miejsca parkingowe, narzuca mieszkańcom wybór rowerów i podobno w ten sposób troszczy się o środowisko. Jednak gdy przychodzi co do czego, zamiast np. bardziej ekologicznego TGV wybiera tak okropny przecież dla klimatu transport powietrzny. Nad Wisłą jednak opozycja jeszcze nie wpadła na to, by pompować ten wątek podróży marszałka Marka Kuchcińskiego. Jest i inna różnica. Oboje politycy nie złamali prawa. Z tym, że pani Hidalgo o dymisji nawet nie pomyślała, a u nas polityk PiS zapłacił cenę nie tylko utraty stanowiska. Do niedawna francuscy politycy lubili pouczać Polaków, jako znacznie młodszych braci w praktykowaniu współczesnej demokracji. Pora pozbyć się jakichkolwiek kompleksów.