W przeszłości zawsze wyglądało to tak, że państwo dokręcało śrubę do momentu, aż opozycja dawała spokój. Tym razem jest jednak inaczej. Społeczeństwo obywatelskie żyje

- konstatuje dziennik "Tagesspiegel".

Jego zdaniem gotowość do protestów wzrasta, a wraz z nią rośnie nadzieja na zmiany: mniej korupcji, mniej biedy, wyższy poziom życia i więcej demokracji.

Nie chodzi już tylko o wykluczenie kandydatów opozycji z wyborów do moskiewskiej Dumy. Protestujący nie mogą już znieść stylu, w którym prezydent Władimir Putin od prawie 20 lat rządzi ich krajem. Chcą przerwać zastój i oczekują alternatywy wobec aroganckiej władzy. W ten sposób powiększa się przepaść między narodem a klasą polityczną. I przyczynia się do coraz większej nerwowości na Kremlu

- twierdzi "Tagesspiegel".

W demonstracji na rzecz wolnych wyborów w Moskwie w sobotę wzięło udział 50-60 tys. ludzi - przekazała grupa Biełyj Sczotczik (Biały Licznik), licząca uczestników manifestacji. Według MSW w akcji uczestniczyło 20 tys. osób. W stolicy i innych miastach Rosji zatrzymano ponad 350 osób.

Była to najliczniejsza akcja protestu zorganizowana w Moskwie przez opozycję w ciągu ostatnich ośmiu lat, mimo że większość jej liderów została wcześniej zatrzymana.

Regionalny dziennik "Badische Zeitung" z Fryburga podkreśla rosnące niezadowolenie obywateli również na rosyjskiej prowincji.

Władze są bezradne i nie wiedzą, jak mają uśmierzyć niepokoje. W stolicy opozycja protestuje przeciwko niedopuszczeniu jej kandydatów do nieistotnych wyborów miejskich. W innych miejscach ludzie protestują przeciwko nielegalnym wysypiskom śmieci czy budowie autostrad

- pisze gazeta z południowego zachodu RFN.

Przypomina przy tym, że niepopularna reforma systemu rent i podatków stworzyła powszechne poczucie niezadowolenia, którego konsekwencją jest tylko spadające poparcie w sondażach dla prezydenta.

Coraz częściej powstaje pytanie, w jakim kierunku zmierza Putin po 20 latach u władzy? Aneksja Krymu, która rozbudza patriotyczne uczucia, nie jest odpowiedzią

- konkluduje "Badische Zeitung".

Monachijski "Sueddeutsche Zeitung" zaznacza, że konflikt między władzą a opozycją rozgrywa się nie tylko na ulicach. Polem bitwy są też - jeśli nie przede wszystkim - media. Prezydent Władimir Putin dba o to, by jego nazwisko nie pojawiało się w kontekście zdjęć i nagrań policjantów bijących ludzi.

Dzień w dzień popularne kanały rządowe sączą swój starannie dopracowany przekaz do setek tysięcy domów. Dla wielu ludzi mieszkających daleko od Moskwy jest to jedyna obowiązująca wersja rzeczywistości. W efekcie wielu uważa demonstrantów za 'prowokatorów', którzy doprowadzili do 'masowych zamieszek', w których rzekomo małe dzieci są używane jako żywe tarcze

- relacjonuje liberalny dziennik, ubolewając, że telewizja zamiast wychowywać świadomych obywateli, produkuje "gapiów", którzy popadają w letarg cynizmu albo bezmyślnego patriotyzmu.

"Tym bardziej zadziwiające jest to, że mimo trwającej wojny informacyjnej społeczeństwo obywatelskie nie daje się zastraszyć" - zauważa "Sueddeutsche Zeitung".