Z takim bagażem przesądów nie mogę powiedzieć, że PiS na jesieni dokona masakry piłą tarczową i uzyska rekordowy wynik wyborczy. Wszystko za tym przemawia, każda racjonalna przesłanka, ale polityka nie zawsze bywa racjonalna i często dzieją się cuda. Klimat polityczny nigdy tak dobry dla PiS nie był, opozycja praktycznie nie istnieje i dotyczy to każdej partii. PO w wielkim chaosie, PSL kompromituje się koalicją bez koalicjanta, Kukiza trudno odróżnić od Petru. Co prawda w okresie ogórkowym tematem dnia są loty Kuchcińskiego i wyrok NSA, ale umówmy się, że to przy „srebrnych wieżach” jest bzdurą, o której wszyscy zapomną. PiS nie musi nic robić i wybory ma wygrane w cuglach. Jedynie z kim może przegrać, to sam ze sobą, no i z przeciwnościami losu, których nigdy nie da się przewidzieć. Jest tak dobrze, że aż strach! Przede wszystkim przed tym, że jakieś głupstwo wywróci niespotykany w polskiej polityce porządek. I piszę o tym nie po to, aby siać ferment, szukać dziury w całym i psuć dobre nastroje. Tak na wszelki wypadek przypominam, że szczęściu trzeba pomagać ciężką pracą i świadomością istnienia czynników wyższych. Nie chodzi nawet o słynną „kroczącą pychę”, ale raczej o wywoływanie wilka z lasu. Pięknie wszystko wygląda, jednak nie kuśmy losu i cieszmy się dopiero wtedy, gdy TVN będzie płakał w wieczór wyborczy.