Dziennikarze "Sueddeutsche Zeitung" Matthias Kolb i Alexander Muehlauer odnotowują, że premier Mateusz Morawiecki z uśmiechem powitał von der Leyen w polskiej stolicy. W Warszawie miały panować dobre nastroje, ale nie aż tak serdeczne, jak podczas wcześniejszej wizyty Niemki w Paryżu, gdzie "wprost promieniała".

"SZ" zauważa również, że wiceszef KE Frans Timmermans nie robi tajemnicy, że widziałby siebie na czele KE. W czwartek podkreślił jednak, że oprócz tego, że jest "niezależnym myślicielem", to zna również wartość "politycznej lojalności".

Z powodu swojego zaangażowania w ramach procedury art. 7 traktatu unijnego Holender jest jednak "niezbyt mile widziany" w państwach Grupy Wyszehradzkiej. Kraje te uważają, że są traktowane jako "Europejczycy drugiej kategorii".

W związku z tym - kontynuuje "SZ" - w przyszłości każde państwo członkowskie Wspólnoty ma otrzymywać roczne sprawozdanie z dokładnie tymi samymi kryteriami. Von der Leyen chce z kolei "zmniejszać napięcia" między Brukselą a państwami V4. Aby to osiągnąć, Komisja Europejska rozważa, by sprawami praworządności zajmował się ktoś ze wschodu Wspólnoty. Wśród kandydatów ma znajdować się wiceszef KE ds. euro i stabilności finansowej, Łotysz Valdis Dombrovskis.

"Byłoby to po myśli polskiego rządu" - ocenia monachijski dziennik. "SZ" pisze też, że w nowej Komisji Polska chciałaby być odpowiedzialna za energię. "Pozostaje pytanie: co otrzyma Francja?" - zauważa, podkreślając, że sprawami klimatycznymi zainteresowani są też Francuzi.

Państwa członkowskie mają czas na wyznaczenie swoich kandydatów do KE do 26 sierpnia. Von der Leyen chce, by w nowej Komisji było tyle samo kobiet co mężczyzn. "SZ" pisze, że Niemkę czekają trudne negocjacje, a ona sama potrzebować będzie "wyczucia, cierpliwości oraz wyrozumiałości".