Zwykle albo Rada Najwyższa, ukraiński parlament, była rozdrobniona i rządziła niestabilna koalicja, albo dochodziło do burzliwej koabitacji. Nawet mający dyktatorskie zapędy zbiegły do Rosji Wiktor Janukowycz nie mógł być pewien Rady Najwyższej, co m.in. przyczyniło się do jego obalenia. Zełenski został prezydentem z poparciem 3/4 wyborców i wciąż ma prawie tak wysokie notowania. Teraz będzie miał swój stabilny rząd, przyjazny sobie parlament. Nawet zakładając, że wypromowali go niektórzy oligarchowie, to ze swoją mocną pozycją teoretycznie nie będzie musiał się z nimi bardzo liczyć. Zobaczymy, czy to wykorzysta. Taka sytuacja to także szansa dla Polski, bo jednym z problemów w naszych relacjach było to, że często nie wiadomo było, z kim tam rozmawiać, kto za co odpowiada. Teraz będzie jasne, kto odpowiada za Ukrainę.