W dzisiejszym #Jedziemy gośćmi Michała Rachonia byli dziennikarze – Rafał Otoka-Frąckiewicz, Sławomir Jastrzębowski i muzyk Sławomir Świerzyński. Prowadzący audycję nawiązał do histerycznej reakcji „Gazety Wyborczej” na powstający właśnie film pt. „Solid Gold”, Jacka Bromskiego, który pojawi się w kinach jesienią. 

Film ten ma on opowiadać o jednej z największych polskich afer ostatnich lat - Amber Gold. W obsadzie zobaczymy m.in. Janusza Gajosa, Andrzeja Seweryna i Olgierda Łukaszewicza. Choć premiera filmu nastąpi dopiero jesienią, "Gazeta Wyborcza" już "ostrzega" przed filmem. Jego reklamy według redakcji z Czerskiej mają "uderzać w opozycję, której PiS zarzuca związki z aferą".

[poecam:https://niezalezna.pl/279960-alarm-na-czerskiej-tego-filmu-wystraszy-sie-opozycja-solid-gold-w-kinach-tuz-przed-wyborami]

Gazeta Wyborcza wszczęła alarm i rozpoczęła swoistą akcję antyreklamową. - Jak to jest? Są filmy dobre, są filmy złe, ale dowiadujemy się z „Gazety Wyborczej”, że film, do którego zatrudnia się wielkich aktorów, który dotyczy sprawy, które ekscytuje Polaków od lat, w zasadzie nie może liczyć na dużą widownię? – pytał swoich gości Michał Rachoń.

Mnie to się bardzo podoba, że mamy interpretację filmu, bo tak to poszlibyśmy na film zupełnie nieprzygotowani i nie wiedzielibyśmy, co o nim mamy myśleć. A tak to już wiemy, że ten film jest niedobry, jest zły, że to jest agitka polityczna, no i pod odpowiednim kątem będziemy go oglądać

- żartował Sławomir Jastrzębowski.

Ten film powstał tylko po to, żeby opozycji zrobić źle, a dobrze zrobić rządzącym. (…) To się nie nadaje, to jest nuda proszę pana i ja wychodzę

- kontynuował 

Sławomir Świerzyński wskazał, że reakcja "Gazety Wyborczej" może wynikać z jej słabnącej pozycji na rynku prasowym.

Gazeta Wyborcza ostatnio cierpi na brak zainteresowania jakiegokolwiek i stąd wybrała sobie akurat ten moment na pokazanie się, że jest nadal opiniotwórcza. Że to dzięki niej przez te ostatnie dwadzieścia parę lat polityka można było „zabić” gazetą. Jak „Gazeta Wyborcza napisała, że jest be, że jest zły, że nie dobry, to natychmiast następnego dnia wiadomo było, że on jest zły i niedobry. I teraz próbują jeszcze się odezwać te duchy wśród tych redaktorów, że jeszcze coś mamy do powiedzenia

- mówił muzyk.

Rafał Otoka-Frąckiewicz przypomniał, że "Wyborcza" przez lata pełniła rolę opiniotwórczą, tłumacząc, co należy myśleć o otaczającej nas rzeczywistości.

Wczoraj rano, czytając „Gazetę Wyborczą” przeczytałem, że PiS sugeruje, że Amber Gold było powiązane z byłą władzą. Ten sam problem był ze „Służbami Specjalnymi” filmem, który mówił o grubych przekrętach morderstwach, związanych z reprywatyzacją, z działaniem służb i biznesu i też wtedy stawiano zarzut – Ale jak to? Przecież ten film sponsorowali przedsiębiorcy. Czyli on jest stronniczy, on nie może być prawdziwy. Takie rzeczy się w Polsce nie zdarzają

- powiedział dziennikarz.

Ja czekam, aż „Wyborcza" zacznie drukować do października, o co właściwie w tym filmie chodzi, żeby nie trzeba było iść do kina. Tylko, że wtedy nie zarobią aktorzy, którzy są związani z „Gazetą Wyborczą” I to jest najlepsze

- podsumował Otoka-Frąckiewicz.