"Donald matole, twój rząd obalą kibole!" - któż z nas nie pamięta tego hasła, które z takim zaangażowaniem powtarzały środowiska kibicowskie wprost wyrażające swoją niechęć względem rządzącej jeszcze w 2015 r. koalicji PO-PSL? Przyglądając się politycznej wojnie w Polsce, która już dawno przestała ograniczać się sejmowej mównicy i studiów tej czy innej stacji telewizyjnej, a coraz częściej sięga po bardziej wyrafinowane środki przekazu, można pokusić się o luźną trawestację przytoczonego hasła:

Mateusz, wilku w skórze owcy, twój rząd obalą filmowcy!

Ale czy tak rzeczywiście się stanie? Tak jak warszawski "betonowy" elektorat Rafała Trzaskowskiego jest skłonny wybaczyć swojemu prezydentowi plan "zabetonowania" Jeziorka Czerniakowskiego, tak zdaje się, że duża część elektoratu PiS pozostaje nieprzemakalna co do suflowanych w tej czy innej postaci bomb i kapiszonów mających położyć kres rządów zjednoczonej prawicy.

W tym kontekście najbardziej ciekawe jest zjawisko, które może fascynować i niepokoić jednocześnie. Zapowiadany na październik film Jacka Bromskiego "Solid Gold" (mocno inspirowany aferą Amber Gold) wpisuje się w trend, który uwidacznia się w naszej kulturze coraz wyraźniej. Jasne, że nie trzeba sięgać daleko wgłąb historii, by znaleźć rząd przykładów kina propagandowego, ale zdaje się, że dziś przybiera ono nieco bardziej wysublimowaną - a przez to niebezpieczniejszą - formę. I o ile u Patryka Vegi trudno mówić o subtelnych środkach wyrazu, o tyle o takim "Klerze" Wojciecha Smarzowskiego całkiem poważnie dyskutowano, czy aby nie wpłynął na wynik w wyborach samorządowych. Wyraźnie widać, że i filmowcy, i politycy (choć zapewne z różnych pobudek) zwietrzyli w tym pewien potencjał. 

Jako kinomanka i dziennikarka zajmująca się kulturą - nie mam nic przeciwko takim produkcjom, o ile ich twórcy zachowują bezpieczny margines politycznej metafory i nie obrażają inteligencji odbiorcy tępymi analogiami. Choć nadal mam wrażenie (a może nadzieję...?), że nam, wyborcom, naprawdę potrzeba czegoś więcej, niż kampanii prowadzonej na wielkim ekranie. Zwłaszcza że bardzo często emocje wzbudzane przez twórców takich filmów zostają za drzwiami sali kinowej, a polityczne wybory nadal rządzą się o wiele bardziej skomplikowanymi mechanizmami.