Wybory na stanowiska przewodniczących 20 komisji i dwóch podkomisji, które obywały się wczoraj po południu, opierały się na proporcjonalnym podziale przy wykorzystaniu metody d’Hondta. W uproszczeniu - im większa frakcja czy delegacja, tym więcej mogła dostać.

Z tego powodu Europejskiej Partii Ludowej (EPL), która skupia najliczniejszą, 182-osobową grupę eurodeputowanych, przypadło osiem miejsc dla przewodniczących. Czterech z nich to europosłowie z Niemiec, którzy stanowią największą grupę narodowościową w chadecji (w EPL jest 29 Niemców). Polacy, których jest 17, stanowią jednak drugą najliczniejszą grupę we frakcji i nie otrzymali żadnego przewodnictwa komisji.

Jedyną komisją, która nie wybrała kierownictwa, jest komisja zatrudnienia i spraw społecznych. Eurodeputowani odrzucili wczoraj kandydaturę byłej premier Beaty Szydło (PiS).

Co ciekawe, spora w tym zasługa... europosła Wiosny Roberta Biedronia, który wezwał socjalistów do tego, by głosowali przeciwko byłej premier.

Swoim "wyczynem" Biedroń szczycił się na Twitterze.

Polscy europosłowie zajęli za to inne stanowiska. Reprezentanci PiS zostali wiceszefami komisji spraw zagranicznych (Witold Waszczykowski), przemysłu i energii (Zdzisław Krasnodębski) oraz komisji petycji (Ryszard Czarnecki). Z kolei europosłowie PO zostali wiceszefami komisji ds. budżetu (Janusz Lewandowski), rynku wewnętrznego (Róża Thun), a Krzysztof Hetman z PSL został wiceprzewodniczącym komisji rozwoju regionalnego. Lider Wiosny Robert Biedroń zdobył stanowisko wiceprzewodniczącego komisji ds. równouprawnienia i praw kobiet.