Jak podaje portal wprost.pl, były wokalista zespołu Take That w rozmowie z Jo Woods w ramach podcastu „Alien Nation” poinformował, że chodzi o dom w Primrose Hill w Londynie, w którym mieszkał z byłą dziewczyną.

Według piosenkarza, czytamy, miejsce to nawiedzane było przez „dziwne” duchy. Williams wyznał, że dopiero po tym, jak wyprowadził się z domu, dowiedział się, iż wybudowano go na miejscu pochówku osób, które zmarły w trakcie epidemii dżumy w XIV wieku.

W tym czasie wciągałem dużo kokainy. Byłem w domu i słyszałem kroki na schodach. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Ona (była dziewczyna Williamsa) myślała, że nawiedza nas jej dziadek

– mówił.

Nie wiedziałem już, co mam robić. Nie chciałem się z tym dłużej zmagać i pomyślałem wtedy, że jeżeli nic się nie zmieni, popełnię samobójstwo

– opowiadał. 

Pewnego dnia obudziłem się i zobaczyłem czarny cień na dole łóżka. Byłem zbyt przerażony, żeby wstać i przejść koło „tego”

– wyznał. Po tej sytuacji zadzwonił do swojej dziewczyny i przenieśli się do hotelu Swiss Marriott.

Później dramatycznie wytłumaczyłem mojemu agentowi, że musiałbym się zabić, gdybym został w tym domu

– dodał.