O grążącym krachu finansowym czytamy średnio raz na tydzień, o wyrzuceniu nas z UE – przed każdymi wyborami. Pojawiło się wreszcie coś nowego: premier Mateusz Morawiecki, kiedy wrócił z unijnego szczytu klimatycznego, doprowadził do największych upałów w historii… Indii. Gorąco było też w Polsce, krótko wprawdzie, ale jednak. Rekordowo zimny maj to też wina PiS. Kogo by nie zmroziło po wyborach do europarlamentu? Co gorsza, każde czarnowidztwo wcześniej czy później się sprawdza. Kiedyś będzie naprawdę gorąco i kiedyś koniunktura ekonomiczna musi się skończyć. Propaganda opozycji coraz bardziej przypomina zamroczonego pana na ławce, który mamrocze: posikam się, posikam się. No cóż, wcześniej czy później…